Przez niemal 50 lat żyli razem. Gdy ona odeszła, on strasznie za nią tęsknił - mówią bliscy. Teraz Janusz Michałowski też już nie żyje.
Przez niemal 50 lat żyli razem. Gdy ona odeszła, on strasznie za nią tęsknił - mówią bliscy. Teraz Janusz Michałowski też już nie żyje.
Aktor znany z "Seksmisji", "Vabanku" i serialu "Plebania" zmarł w wieku 89 lat. O jego odejściu poinformował na Facebooku reżyser Wojtek Ziemilski - prywatnie bratanek aktora - a wiadomość potwierdziły Telewizja Polska i Teatr Telewizji.
Pół wieku miłości i jeden dramat w środku nocy
Michałowski i Izabella Cywińska poznali się w połowie lat 70. podczas pracy w Teatrze Nowym w Poznaniu. Ich związek trwał blisko 50 lat. Reżyserka była ważną postacią polskiego teatru - i przez dekady nieodłączną częścią jego życia.
Historia tej pary ma też mroczny epizod. W 1981 roku, podczas stanu wojennego, milicja miała wtargnąć do ich domu, by aresztować Cywińską. Michałowski podobno próbował wówczas zostać zatrzymany razem z nią. Gest, który brzmi jak scena z filmu - ale był fragmentem ich prawdziwego życia.
Pary nie doczekała się dzieci. Cywińska pisała o tym wprost w autobiografii "Dziewczyna z kamienia".
"Dzisiaj zrobiłabym in vitro. Dopóki byłam dyrektorem teatru, to wystarczyło mi, że wszystkie dzieci, które brałam ze szkoły, wychowywałam, kształtowałam nie tylko jako aktorów, ale też jako ludzi. Żeby wyładować ten mój zmarnowany instynkt macierzyński" - pisała reżyserka.
Cywińska zmarła pod koniec 2023 roku. Spoczęła na Powązkach Wojskowych w Alei Zasłużonych.
"Strasznie za nią tęsknił"
Ziemilski pożegnał wuja na Facebooku słowami, które trudno czytać bez ściśniętego gardła.
"Zmarł Janusz Michałowski, mój wuj. Był aktorem. Takim, jakich już nie robią. Żyjącym tylko teatrem, postacią, sceną. Zanim przeszedł na emeryturę, był w zespole Teatru Współczesnego w Warszawie. Był też mężem Izy Cywińskiej, i przez te dwa lata po jej śmierci spędziłem z nim sporo czasu. Strasznie za nią tęsknił" - napisał reżyser.
Dwa lata tęsknoty. I koniec.
Niektóre związki są po prostu na całe życie - i nawet śmierć nie potrafi ich rozdzielić od razu. Michałowski i Cywińska wychodzą z tego razem, jedno po drugim. Czy można sobie wyobrazić piękniejsze pożegnanie?
Co myślicie o tej historii? Dajcie znać w komentarzach.





