Iwona Bielska przyzna się do goryczy. Przez dekady uchodziła za jedną z najpewniejszych aktorek polskiego kina, ale sama przyznaje: przez długi czas strzelała sobie w stopę. "Się zaniedbałam, i to słowo jest za duże" - mówi bez ogródek.

# Bielska o swojej karierze: ani plan, ani refleksja

Iwona Bielska grała w "Klarze", "Weselu", "Co lubią tygrysy" czy "Ćmie". Role były, uznanie widzów też. Ale sama aktorka wie dobrze - to nie wystarczało. Przez lata czekała na propozycje, które nie przychodziły.

"Karierą to ja w ogóle nie kierowałam, bo ja tak właściwie unosiłam się na fali tego, co się zdarzy" - wyznała w rozmowie z "Faktem". Brzmi jak beztroskę? Bielska mówi wprost: to był błąd.

"Zaniedbałam się. Teraz się zmieniłam"

Aktorka zdradza, co ją hamowało. Według jej własnej oceny - jej wygląd w pewnym okresie życia. "Myślę, że w tej wersji ostatniej odstraszałam raczej reżyserów, niż zachęcałam" - twierdzi bez złudzeń. Nie usłyszała tego od kogokolwiek z branży, ale podejrzewa, że dlatego właśnie nie była brana poważnie.

Co ciekawe - sama sobie nie wybaczy niedostatecznej refleksji nad swoją karierą. "Nie umiałam wykorzystać swojego czasu, że się zaniedbałam, dopiero teraz..." - mówi w "Fakcie", a ton wskazuje, że żal do siebie jest realny.

Role dla "starszych aktorek"? Nudne

Teraz Bielska marzy o czymś innym. Propozycje, które przychodzą, to głównie postaci drugoplanowe - matki toksyczne, ciotki, babki. "Te role dla starszych aktorek są już trochę męczące, bo to jest właściwie ciągle jedno i to samo" - ubolewa.

Chciałaby się zmierzyć z czymś bardziej wymagającym psychologicznie. Skomplikowaną postacią, która da jej coś więcej niż schemat. Czy będzie szansa? Sama wciąż ma nadzieję.

Bielska uświadamia sobie, że poprzez brak planu i świadomości stracił szanse, które dziś już nie wrócą. Ale nie poddaje się. "Łatwiej chyba gra się zołzy niż takie krystaliczne postaci" - przyznaje, i w tej jednej linijce jest cała mądrość lat doświadczenia w branży.