Agnieszka Holland i Ilona Łepkowska wdały się w gorącą dyskusję o 'Lalkę' - ale nie o książkę, tylko o to, jak ją adaptować. W programie 'Zderzenia...' na TVP Info obie twórczynie obroniły swoje wizje z taką zaciętością, że widać było - porozumienia nie będzie.
Reinterpretacja czy zdrada?
Spór między Holland a Łepkowską dotyczył dwóch nowych ujęć klasycznej powieści Bolesława Prusa. Z jednej strony filmowa adaptacja Macieja Kawalskiego - zbliżona do oryginału, z drugiej - serialowa wizja Pawła Maślony na Netfliksie, która zdecydowanie bardziej się od niego oddala. Różnice między nimi wywołały lawinę dyskusji w mediach i wśród widzów przez ostatnie tygodnie.
Holland broniła prawa do reinterpretacji, przywołując przykłady światowych reżyserów. "Tarantino, Lanthimos - oni pogrywają z konwencją i nikt im tego nie wytyka" - argumentowała. Łepkowska jednak nie dawała za wygraną: "To jest czepianie się" - odcięła się reżyserka, gdy scenarzystka zaczęła wymieniać różnice między adaptacjami.
"Ja występuję z pozycji autora"
Łepkowska broniła się w programie TVP Info, że jej zastrzeżenia wynikają nie z puryzmu, ale z odpowiedzialności wobec utworu. "To nie jest czepianie, ja występuję z pozycji autora" - mówiła, podkreślając, że serial Netfliksa daleko odbiega od fabuły Prusa już od połowy odcinków.
Holland stwierdziła, że potomkowie pisarzy zwykle źle podejmują decyzje dotyczące dzieł swoich przodków. "Co by powiedział Prus, nie wiemy. Dla mnie ważne jest, czy to stawia pytania" - skomentowała 'Lalkę' Netfliksa. Łepkowska oponowała, że można stawiać te same pytania bez przywłaszczania sobie znanych postaci - Izabeli Łęckiej czy Stanisława Wokulskiego.
Panie powtórzyły dokładnie tę samą dyskusję, która przez ostatnie tygodnie rozgrzewała opinię publiczną. I - zupełnie jak ona - nie doszły do żadnego porozumienia. Holland i Łepkowska pozostały przy swoich stanowiskach, każda przekonana o słuszności swojej wizji.




