Trzy piosenki. Jeden znany ojciec. I wejście na jedną z największych scen muzycznych w Polsce. Ogłoszenie, że Helena Englert zagra na Open'er Festival w Gdyni, nie przeszło bez echa - i to zdecydowanie nie takie, jakiego mogła się spodziewać.

Trzy piosenki. Jeden znany ojciec. I wejście na jedną z największych scen muzycznych w Polsce. Ogłoszenie, że Helena Englert zagra na Open'er Festival w Gdyni, nie przeszło bez echa - i to zdecydowanie nie takie, jakiego mogła się spodziewać.

Trzy single i zaproszenie na Open'era. Jak to możliwe?

Helena Englert, 26-letnia córka Beaty Ścibakówny i Jana Englerta, do muzyki wkroczyła niecały rok temu - debiutancki singiel wydała w ubiegłym roku. Dziś ma ich na koncie trzy. To wystarczyło, by organizatorzy Open'er Festival - imprezy, na którą latami starają się zespoły z wieloletnim dorobkiem - wpisali ją do tegorocznego line-upu. Sama artystka tłumaczyła, że ma już gotowy materiał na cały album, a nieznane dotąd utwory zabrzmią właśnie podczas tego koncertu.

Englert nie kryła ekscytacji, przyznając, że wiadomość trzymała w tajemnicy przez kilka tygodni. Poprzedni jej występ był skierowany do zamkniętego, kameralnego grona - Open'er to zupełnie inna liga.

"Wystarczy mieć znanego starego" - dziennikarz uderza bez ostrzeżenia

Głos zabrał Przemysław Stefaniak, dziennikarz muzyczny i prowadzący podcast "Po Prostu Muzyka". Na swoim Instagramie nie owijał w bawełnę: "Znacie ten jeden prosty trik, jak zostać gwiazdą w Polsce? Wystarczy, że będziecie mieli znanego starego. Wtedy możecie zagrać nawet na Open'erze, mając wydane jedynie trzy utwory. I wiecie dlaczego zespoły, które latami budują swoją pozycję w Polsce nie mogą zagrać na Open'erze? Dlatego, że nie mają na nazwisko Englert. I oczywiście Helena to jest przypadek, ale zauważcie, że w Polsce karierę muzyczną najczęściej robią banany" - grzmiał dziennikarz.

Pod wpisem natychmiast rozgorzała dyskusja. Obserwatorzy podawali kolejne przykłady dzieci znanych rodziców, którym droga na szczyt miała być znacznie łatwiejsza niż reszcie. Jeden z komentujących pod profilem samej Heleny napisał wprost: "Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że początkujący artyści z trzema utworami nie występują na tym festiwalu, chyba że mają na nazwisko Englert."

Helena Englert zareagowała - tłumaczyła, że gotowych, niewydanych jeszcze piosenek ma znacznie więcej i to one złożą się na jej debiutancki album. Czy to wystarczy, by uciszyć krytyków? Sądząc po komentarzach - raczej nie.

Helena od dawna zmaga się z cieniem słynnego nazwiska. Kilka miesięcy temu Jan Englert - jako ówczesny dyrektor warszawskiego teatru - zaangażował do swojego pożegnalnego spektaklu zarówno żonę, jak i córkę. Zarzuty o nepotyzm pojawiły się błyskawicznie. Teraz historia zdaje się powtarzać, tym razem na scenie muzycznej.

Czy Helena Englert udowodni, że na Open'er Festival zasługuje talentem, a nie nazwiskiem? Dajcie znać w komentarzach - czekamy na wasze zdanie.