68 złotych za 100 gramów herbaty to kwota, która każe się zastanowić, co tak naprawdę kupujesz. Fusialka sprawdziła to za nas - i nie miała dla Andziaks zbyt dobrych wieści.
Andziaks ruszyła ze swoim herbaciany biznesem w grudniu ubiegłego roku, kiedy prezentowy szał sprawia, że wszystko wydaje się dobrym pomysłem. Puszki po 68 złotych za 100 gramów i zaparzacze po 52 złote trafiły do sprzedaży z pompą - i z dumną obietnicą właścicielki.
Jak zapowiadała wtedy Andziaks w oficjalnej komunikacji: "Każda puszka stanowi połączenie dopracowanej formy wizualnej i wysokiej jakości zawartości, tworząc produkt, który harmonijnie łączy estetykę, smak i codzienny rytuał picia herbaty".
Brzmi pięknie. Tyle że rzeczywistość okazała się nieco bardziej przyziemna.
Fusialka wzięła herbatę pod lupę - i zamarła przy etykiecie
Kasia Bożek, znana w sieci jako Fusialka, specjalizuje się w recenzowaniu produktów celebryckich twórców internetowych. Tym razem w jej rękach wylądowała jaśminowa herbata ze sklepiku Andziaks. Pierwsze wrażenie? Zapach dobry, opakowanie ładne. Ale zaraz potem - niespodzianka przy terminie ważności.
Jak powiedziała na nagraniu opublikowanym w sieci: "Słaby w ogóle czas przydatności. Czy herbaty mają to do siebie, że one, te sypane, mają aż tak krótki termin przydatności? Patrzcie, to jest do 30 czerwca, a mamy już czerwiec. Kupuję herbatę, której termin przydatności mija za dwadzieścia kilka dni. To jest słabe trochę".
Czerwiec. Termin do końca czerwca. Klasyk.
Za 68 złotych można było liczyć na więcej
Smak też nie powalił Fusialki z nóg. Werdykt był krótki i bezlitosny - bo nie ma się co owijać w bawełnę przy cenie, która przekracza niejedną markową herbatę z paryskiej herbaciarni.
Jak podsumowała influencerka: "Jest dobra. Myślałam, że mnie jakoś tak zachwyci bardzo, że nie piłam nigdy wcześniej takiego smaku albo że będzie coś wyjątkowego. Nie, to po prostu smakuje jak herbata sypana. Każda, którą piłam, smakuje dokładnie tak. Nie ma w tym, dla mnie przynajmniej, nic nadzwyczajnego. A szkoda..."
Dobra wiadomość jest taka, że od grudnia ceny się nie zmieniły. Zła - że jakość podobno też nie zaskoczyła. Za 68 złotych oczekuje się czegoś, co zostaje w pamięci. Tymczasem Fusialka dostała po prostu herbatę. Taką jak każda inna.
Czy to wystarczy, żeby fani Andziaks sięgnęli po kolejną puszkę? Piszcie w komentarzach.



