Katarzyna Groniec siedzi w Sopocie nad Bałtykiem i nie żałuje ani chwili. Aktorka z pierwszej obsady kultowego 'Metra' wybrała morze, mąż i nowe życie zamiast błyszczącego światła stolicy. A wszystko zaczęło się od mejla wysłanego przez tajemniczego mężczyznę, który nigdy nie pojawia się publicznie.

Od mejla do Sopotu

Katarzyna Groniec poznała swojego obecnego męża zupełnie inaczej niż poprzednich partnerów - nie w teatrze, nie na scenie, ale przez internet. Mężczyzna mieszkał wówczas w Oslo i nagle wysłał jej wiadomość. "Coś w stylu: 'Natknąłem się przypadkiem na twoją piosenkę, posłuchałem, wstrząsnęło mną, więc stwierdziłem, że napiszę...'. List wyróżniał się wśród innych. Był konkretny, ale ciepły i szczery" - wspominała artystka w rozmowie z "Twoim Stylem". Przez pewien czas korespondowali, zanim Katarzyna zaprosiła go na wizytę do Polski. W 2017 roku stanęli na ołtarzu.

"Inżynier od statków" - jak go określają media - nie jest związany z branżą artystyczną. To świadome wybór Groniec. "Niezwiązany z branżą muzyczną, nie jest artystą. I muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę" - wyznała. Gwiazda nigdy nie zdradziła publicznie imienia swojego męża. Pyta się o niego, odpowiada jednym słowem: "inżynier".

Warszawa czy Sopot?

Katarzyna nie czekała na to, aż mąż przeprowadzi się do stolicy. To ona wyjechała z Warszawy do Sopotu, miasta, w którym jej partner się urodził i zawodowo związany jest z morzem. "Kocham Bałtyk, kocham też mojego męża, który urodził się w Sopocie i związany jest z morzem także zawodowo, więc to ja przyjechałam tutaj, a nie on do Warszawy, bo co by tam robił?" - wyjaśniała w rozmowie z portalem Trojmiasto.pl. "Ja mogę pracować z każdego miejsca" - dodała.

Przypuszczalnie Groniec miała tę możliwość dzięki swojej karierze - może śpiewać i nagrywać z każdego zakątka Polski. Dla niej przeprowadzka okazała się strzałem w dziesiątkę.

Droga przez męki przed szczęściem

Ale żeby dojść do tego spokojnego, szczęśliwego związku, Katarzyna musiała przejść niemało. Jej pierwszym partnerem był Piotr Hajduk, wokalista i nauczyciel śpiewu, którego poznała w 1988 roku na Festiwalu Młodych Talentów w Poznaniu. Razem zaśpiewali "My Funny Valentine" i wyjechali z główną nagrodą. To Piotr namówił licealną wtedy Kasię, by zgłosiła się na casting do "Metra". Szybko jednak się rozstali.

Drugim mężem była Katarzyna Olaf Lubaszenko, również z "Metra". Pobrali się w październiku 1992 roku, a kilka miesięcy później urodziła się ich córka Marianna. Jednak Lubaszenko postawił na karierę, a Groniec musiała sama zajmować się dzieckiem. "Moje macierzyństwo właściwie od początku było samodzielne. Musiałam radzić sobie sama" - opowiadała po latach. Gdy Marianna miała dwa lata, wniosła pozew o rozwód.

Wspominając tamten związek, Katarzyna tłumaczyła: "Byliśmy za młodzi, takie życiowe zielone szczypiorki. Każde miało tak rozbudowane ego, że nie było miejsca dla drugiej osoby. Oczekiwaliśmy nieustającej adoracji wzajemnej". Po rozwodzie była z aktorem Marcinem Sosnowskim, ale ta relacja przetrwała zaledwie kilka miesięcy. Znacznie dłużej, bo prawie dekadę, dzieliła życie z Jackiem Bończykiem - rozstali się, bo uczucie po prostu się wypaliło.

Żal i satysfakcja

Dzisiaj, w spokojnym związku z inżynierem, Katarzyna czasami zastanawia się, co by było, gdyby poznała go wcześniej. "Żałuję, że nie znałam go, gdy miałam 20 lat" - przyznała. Ale może właśnie ta droga przez różne związki, rozstania i samodzielne macierzyństwo doprowadziła ją do tego, kto jest jej dzisiaj obok.

Teraz Groniec żyje spokojnie nad morzem, daleko od medialnego zamieszania. Jej obecny mąż nie pojawia się na czerwonych dywnach, nie udziela wywiadów, nie pozuje do zdjęć. I podobno dokładnie to Katarzynie się w nim podoba.