Grażyna Torbicka nie przechodzi obojętnie obok sztuki i kultury. Tym razem zabrała głos w sprawie nowych 'Lalek' - tej na Netflixie Pawła Maślony i kinowej Macieja Kawalskiego. I zdradziła coś ciekawego: według niej ta cała burza wokół adaptacji streamingowej to plan, a nie przypadek.
Torbicka: kontrowersje to zamysł, a nie wpadka
Grażyna Torbicka w rozmowie z portalem Jastrząb Post nie kryła się z opinią, że adaptacja Pawła Maślony od początku miała być "gorąca". "Ona po to została zrobiona, żeby były kontrowersje, więc bardzo dobrze, że się dzieje, że się dyskutuje" - stwierdziła dziennikarka wprost. To zaskakujące wyznanie biorąc pod uwagę, że od premiery obu wersji w internecie rozgorzała niemała dyskusja. Widzowie serialu Netfliksa narzekali szczególnie na odważną interpretację Łęckiej i Wokulskiego, podczas gdy kinowa wersja budziła mniej emocji - choć i tam znalazło się wielu krytyków.
Dwie 'Lalki', dwa światy
Torbicka podkreśliła, że wersja Macieja Kawalskiego to zupełnie inny świat niż ta Maślony. "Tam jest bardzo dużo humoru, tam jest dużo żartu, tam jest farsowość, tam jest też wzruszenie" - opisała kinową adaptację. Nie umiała jednak wskazać, która z nich bardziej przypadła jej do gustu. Zamiast tego wyraziła zadowolenie z faktu, że powstały dwie zupełnie odmienne wizje klasyka Bolesława Prusa.
"Bardzo dobrze, że jest jedna i druga 'Lalka' i że są tak różne" - podsumowała. To stanowisko jest interesujące zwłaszcza w kontekście wcześniejszych adaptacji - film i serial istniejący przed tymi nowymi wersjami również miały swoich zwolenników i krytyków.
Sztuka ma prawo do ryzyka
Wyznanie Torbickiej rzuca nowe światło na dyskusję wokół adaptacji. Jeśli rzeczywiście kontrowersje były zaplanowane, to pytanie brzmi: czy się powiodły? Widzowie i fani literatury Prusa mają wyraźnie podzielone opinie. Jedni cieszą się z odważnych zmian i świeżego spojrzenia na historię Wokulskiego, inni upatrują w tym profanacji klasyka.
Torbicka, jako osoba znająca się na sztuce i kulturze, wydaje się być w obozie tych, którzy wierzą, że literatura i film powinny być żywe - czyli budzić emocje, dyskutować, czasem prowokować. "Sztuka powinna rozmawiać ze swoim czasem" - mogłaby powiedzieć. I chyba właśnie to się tutaj dzieje.
Co na to fani?
Ciekawe, czy fani zgadzają się z Torbicką, że kontrowersje są w porządku? Czy dla nich nowe adaptacje to zbyt duży skok od książki, czy może świeża krew, której polskiemu kinu brakowało? Dyskusja trwa - i właśnie o to chodziło twórcom.




