Andrzej Grabowski sam siebie wrzucił do tej samej szufladki, co widzowie. Ferdek to Ferdek - i aktor nie ma co do tego złudzeń.
"Jestem też tego przykładem"
Ponad dwadzieścia lat w wyciągniętym podkoszulku i z piwem w ręce - tyle trwała przygoda Andrzeja Grabowskiego z Ferdkiem Kiepskim w serialu Polsatu. Dla milionów widzów to właśnie ta rola definiuje aktora, choć na jego koncie są dziesiątki innych, teatralnych i filmowych.
W rozmowie z Telemagazynem Grabowski nie próbował tego bagatelizować. Zapytany, jak aktor może wyrwać się z pułapki jednej roli, odpowiedział bez owijania w bawełnę.
"Co ja mogę powiedzieć? Przecież jestem też tego przykładem. Janusz Gajos jest tego przykładem. Niektórzy się potrafią wybronić i wyjść z tego, niektórzy do końca życia będą aktorem, aktorką jednej roli. To również chodzi o tą charyzmę, o szczęście i wiele rzeczy się na to składa" - stwierdził aktor.
Wymarzona rola? Grabowski jej nie chce
W tym samym wywiadzie padło pytanie o wymarzoną rolę. I tu Grabowski zaskoczył - bo zamiast długiej listy marzeń, wypalił krótko.
"Nie, nigdy nie miałem i mieć nie będę. Bronię się przed tym, żeby mieć wymarzoną rolę" - przyznał.
To dość przewrotna postawa jak na kogoś, kto całe życie poświęcił aktorstwu. Ale może właśnie w tym tkwi sekret - bez obsesji na punkcie nieosiągalnego ideału łatwiej cieszyć się tym, co jest.
Ferdek Kiepski to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii polskiej telewizji. Serial przez ponad dwie dekady bawił kolejne pokolenia widzów i zbudował Grabowskiemu pozycję, której nie można kupić - nawet za najlepiej napisaną rolę w teatrze. Czy to przekleństwo czy błogosławieństwo? Aktor zdaje się akceptować jedno i drugie.
A wy - kojarzycie Grabowskiego z czymś innym niż Ferdkiem? Piszcie w komentarzach.




