Mieszka w Stanach, wrócił do Warszawy i od razu dostał cenowy zawrót głowy. Krzysztof Gojdź nie owijał w bawełnę.
'Lekarz gwiazd' liczy i wychodzi mu źle
Krzysztof Gojdź przyjeżdża do Polski regularnie, ale na stałe nie zamierza wracać. Powody są różne - w programie 'Party u Simony' wymienił jeden, który trudno zbagatelizować: ceny. Lekarz medycyny estetycznej, który od kilku lat większość życia spędza w USA, przyznał wprost, że poziom kosztów życia w Polsce go zaskakuje - i to niemile.
"Jestem zaskoczony, jak te ceny bardzo szybko rosną w Polsce" - powiedział w rozmowie z 'Party u Simony'. "Uważam, że jest bardzo drogo. Nie wiem, jak młodzi ludzie radzą sobie z utrzymaniem się na przykład w takiej Warszawie."
I dodał zdanie, które najlepiej podsumowuje jego obserwację: "Ceny amerykańskie, a mniej zarabiacie."
Trudno się z tym kłócić.
Warszawa, ale nie na stałe
Gojdź nie ukrywa, że Polska - a szczególnie Warszawa - ma dla niego sentymentalną wartość. Chętnie tu wraca, spotyka znajomych, udziela wywiadów. Ale przeprowadzka? Wykluczona.
Z jego słów wynika, że to nie tylko kwestia cen. W rozmowie dla 'Party u Simony' zaznaczył, że chodzi też o codzienne nastawienie ludzi i sposób, w jaki funkcjonuje otoczenie - choć szczegółów w tym temacie nie rozwinął.
Jedno jest pewne: człowiek, który zarabia na medycynie estetycznej dla gwiazd i funkcjonuje w realiach amerykańskiego rynku, patrzy na polskie ceny z zewnątrz. I to, co widzi, najwyraźniej go niepokoi.
Czy ma rację? Każdy, kto w ostatnich latach płacił za wynajem w Warszawie, zakupy w Żabce albo wizytę u lekarza prywatnie, pewnie kiwa głową.
Co myślicie - Gojdź trafił w sedno, czy mówi z perspektywy kogoś, kto dawno zapomniał, jak wygląda polska pensja? Dajcie znać w komentarzach.





