Edyta Górniak nie trzyma się konwencji szefa, który ukrywa wymagania za przyjazną fasadą. W rozmowie z mediami wprost powiedziała, co oczekuje od swoich ludzi - i dlaczego niektórzy tego po prostu nie wytrzymują.

Klimatyzacja zamiast komfortu

Diwa ma warunki: gdy zespół jedzie 500 km, kierowcy mogą używać klimatyzacji tylko "delikatnie". Powód? Edyta musi być w "sportowej kondycji" dla swojego głosu. Pracownicy wiedzą, że priorytet to scena, nie ich wygoda. "Musimy być teraz w bardzo dobrej formie" - tłumaczyła w rozmowie z "Super Expressem".

To nie jest przygnębiające dyktatorstwo - to jest logika diwy. Edyta sama rezygnuje z klimatyzacji, by jej zespół mógł pracować. Asymetria jest jednak widoczna: "Moi panowie kierowcy nie mogli używać klimatyzacji w takim stopniu, żeby dać sobie naprawdę ulgę".

Charakter ponad umiejętności

Co zaskakuje - Edyta nie szuka doświadczenia. "Najważniejszy jest charakter. Bardziej niż umiejętności, dlatego że umiejętności można się nauczyć, systemu pracy można się nauczyć, a charakter się po prostu ma" - przyznała w rozmowie z "Faktą".

To oznacza, że każdy może wejść do jej zespołu - ale musi być gotów do pracy "bez granic". "Jeżeli ktoś wchodzi w team, to jest oddany temu, co robimy i traktuje to jako część swojego życia, a nie jak pracę" - mówiła Górniak.

Praca do skutku, nie do godziny

Tu pojawia się słynne zdanie, które krąży w mediach: "To nie jest praca w Biedronce. Pracujemy tak długo, aż skończymy projekt, pracujemy tak długo, aż mamy satysfakcję".

Edyta szuka ludzi, którzy lubią jakość, są pracowici i mają pasję. Brak kompromisu na linii "już 17:05, wyłączam telefon". W jej zespole liczy się rezultat, nie zegar.

Czy to brutalne? Być może. Ale Górniak nie ukrywa reguł gry - każdy wie, na co się pisze. Pytanie tylko: ile osób rzeczywiście wytrzymuje takie tempo?