Rocznica rozstania jako powód do świętowania - to brzmi jak paradoks, ale Piotr Gąsowski i Hanna Śleszyńska właśnie to zrobili. Minęło dokładnie 25 lat od ich rozstania i oboje mają na ten temat coś do powiedzenia.

Piotr Gąsowski opublikował na Facebooku wpis, który niewielu się spodziewało. Nie chodziło o nową rolę ani projekt - aktor postanowił publicznie uczcić... ćwierćwiecze od rozstania z Hanną Śleszyńską.

Dla młodszych czytelników - tak, to prawda. Gąsowski i Śleszyńska przez lata byli parą. Rozstali się dawno, ale nigdy nie odcięli się od siebie. Ich relacja po rozstaniu stała się czymś, o czym wielu byłych partnerów może tylko pomarzyć.

"Zakopać ambicje i wzajemne pretensje"

W swoim wpisie Gąsowski nie owijał w bawełnę. Przyznał, że taka przyjaźń po miłości nie bierze się z powietrza - wymaga pracy i świadomej decyzji, żeby odpuścić żale.

"Trzeba tylko bardzo chcieć, otrząsnąć się, głęboko zakopać swoje ambicje czy wzajemne pretensje i zastanowić się, czy pielęgnowanie żalu, goryczy, wmawianie sobie, że ponieśliśmy klęskę i wzajemne oskarżanie się, kto jest bardziej winny, poprawi nam samopoczucie? Czy zbuduje właściwą przystań dla naszej rodziny? Odpowiadam bez namysłu: nie" - napisał aktor na Facebooku.

Brzmi jak terapeutyczna mądrość, ale Gąsowski mówi to z własnego doświadczenia - nie z książki.

"Jest znowu miłość i coś więcej"

Aktor opisał, co ich relacja ze Śleszyńską wygląda dziś - po 25 latach od rozstania. Kibicują sobie, wspierają się, dzielą troskami i radościami.

"Nam się udało i zaręczamy, iż po przebyciu tej niełatwej, 'pojednawczej' drogi, jest znowu miłość i jest coś więcej... jest prawdziwa przyjaźń. I nic tego już nie zmieni" - wyznał Gąsowski w tym samym wpisie.

Na koniec zaapelował do wszystkich, którzy stoją właśnie przed trudną decyzją w związku: "Namawiamy wszystkich, którzy znajdują się 'na rozstaju dróg', aby przynajmniej spróbowali o takie relacje. Nie musi się udać, ale nie ma nic do stracenia!"

Historia Gąsowskiego i Śleszyńskiej brzmi jak scenariusz do filmu - ale to po prostu ich życie. Czy jest ktoś, kto po tym wpisie nie zadzwoni do swojego byłego? Piszcie w komentarzach.