Afera wokół 'Nigdy w życiu! 2' to nie zwykła plotka o obsadzie - to lekcja z zarządzania kryzysem. Ekspertka PR Barbara Krysztofczyk przeanalizowała każdy ruch produkcji i Joanny Jabłczyńskiej, i ocena nie jest miła dla twórców.

Strategia życzeniowa zamiast planu

Produkcja 'Nigdy w życiu!' zastosowała to, co ekspertka Barbara Krysztofczyk nazywa "strategią życzeniową". W skrócie: liczyła, że zmiana głównej aktorki przejdzie niezauważona, że fani nie będą mieć pretensji, i że cała sprawa jakoś się sama ułoży. Nie miała planu komunikacyjnego - tylko nadzieję. "Życzyli sobie tego, że Jabłczyńska nie zrobi dramy, życzyli sobie tego, że fani nie będą mieć im za złe zmianę aktorki, i wreszcie życzyli sobie tego, że komunikacja wokół tej zmiany jakoś tak sama się zadzieje. Otóż nie" - mówi Krysztofczyk w rozmowie z Pudelkiem. To jak lekarz, który modli się, że pacjent sam się wyleczył. Nie działa. Produkcja zapewne niedoceniła, z kim ma do czynienia. Jabłczyńska to nie tylko popularna aktorka - to wykształcona prawniczka, która doskonale wie, jak konstruować narrację. Nie atakuje bezpośrednio ludzi (reżysera, scenarzystki, obsady), tylko "produkcję" jako abstrakcyjny byt. Genialne. Bo do abstrakcji łatwiej czuć niechęć niż do konkretnego człowieka.

Mistrzowskie przygotowanie gruntu

Tu zaczyna się prawdziwa analiza. Cztery lipca - czyli dokładnie w momencie, gdy Jabłczyńska już wiedziała, że nie zagra w sequelu - opublikowała na Instagramie sentymentalny filmik zapraszający wszystkich do obejrzenia pierwszej części 'Nigdy w życiu!' na TVN. Materiał pełen nostalgi, wspomnień, historii z planu. Widać tu mistrzowskie "przygotowanie gruntu". Jabłczyńska budowała sympatię, nostaldzę, więź z widzami. A potem? Puenta przychodzi sama - gdy fani dowiedzą się, że jej nie ma w drugiej części, będą czuć się zdradzeni. Nie przez nią, ale przez produkcję. To nie jest przypadek - to precyzyjna strategia wizerunkowa. Barbara Krysztofczyk to widzi, a producenci podobno nie.

Jabłczyńska wygrała, zanim gra się zaczęła

Zgodnie z analizą ekspertki, konflikt na linii aktorka-producenci to już rozstrzygnięte starcie. Jabłczyńska ma coś, czego konkurenci nie mają: kapitał sympatii społecznej, edukację prawniczą i umiejętność konstruowania narracji bez podawania konkretnych nazwisk (więc nikt nie może jej pozwać). Producenci? Mają pełne prawo obsadzać role według uznania, ale nie mają planu, jak to ogłosić bez skandalu. "Zdają się błądzić po omacku i wykonywać ruchy, które szkodzą im samym oraz filmowi" - podsumowuje Krysztofczyk dla Pudelka. Słowa padły, gwoźdź do trumny wbity. Co na to producenci? Na razie cicho. A to właśnie milczenie - lub byle jaka odpowiedź - będzie interpretowane jako przyznanie się do porażki.
Joanna Jabłczyńska
© AKPA
Joanna Jabłczyńska i Danuta Stenka w "Nigdy w życiu!"
© AKPA
Katarzyna Grochola
© AKPA
Joanna Jabłczyńska
© AKPA
Katarzyna Grochola
© AKPA