Wiatraczek, zamknięte okna i żadnych wyjść. Tyle zostało z kariery kobiety, którą przez 40 lat Polacy widzieli codziennie na ekranie.
Edyta Wojtczak ma dziś 90 lat i mieszka sama w małej kawalerce w Warszawie. Fala upałów, która latem 2026 roku uderzyła w Polskę, sprawiła, że legenda TVP jeszcze mocniej przykuła się do czterech ścian.
"Jak można się dobrze czuć, jak jest tak gorąco? Właściwie cieszę się, że jest ciepło, ale nie aż tak. No ale co zrobić? Nie przeprowadzę się. Nigdzie się nie ruszam, z własnego domu. Zamykam wszystkie okna. Mam też wiatraczek i odpoczywam" - powiedziała Wojtczak w rozmowie ze Złotą Sceną.
Czterdzieści lat na ekranie, teraz cisza
Edyta Wojtczak to przez cztery dekady twarz TVP - obok Krystyny Loski i Bogumiły Wander. Do telewizji trafiła przez przypadek: pracowała jako księgowa, gdy kolega z biura bez jej wiedzy wysłał jej zdjęcie na konkurs tygodnika "Przekrój" pod hasłem "Piękne dziewczyny na ekrany". Konkursu nie wygrała, ale zdjęcie zobaczył ktoś ważny. Wpływowa ówczesna gwiazda TVP Irena Dziedzic kazała ją odnaleźć - i tak zaczęła się jedna z najdłuższych karier prezenterskich w historii polskiej telewizji.
W 1996 roku wszystko skończyło się równie niespodziewanie. Pretekstem do zwolnienia była reklama proszku do prania. Wojtczak w wywiadach przyznawała, że decyzja szefostwa była dla niej szokiem, choć starała się patrzeć na to inaczej: "Wreszcie mam czas, by zająć się sobą, przyjaciółmi, rodziną. Tęsknię za telewizją. Najsilniej wtedy, gdy idę ulicą i widzę ludzi uśmiechających się do mnie z sympatią" - mówiła, cytowana przez Plejadę.
Samotność, mąż który nie wrócił i kawalerka w bloku
Prywatnie życie Wojtczak też nie oszczędzało. Poślubiła Michała Szymańskiego - mężczyznę, który według ówczesnych opinii uchodzić miał za uwodziciela i lekkoducha. Dwanaście lat po ślubie zorganizował sobie w tajemnicy wyjazd na Zachód. Nie wrócił. W 1999 roku prezenterka dowiedziała się, że mąż zmarł w USA.
Dziś Wojtczak żyje samotnie i - jak sama mówi - na własnych warunkach. Rok temu w rozmowie ze Złotą Sceną wyznała wprost: "Niestety muszę pozostać w domu, bo zdrowie nie pozwala mi wyjść na zewnątrz. Siedzę w mieszkaniu. Rzadko oglądam telewizję. Wolę coś poczytać. Generalnie żyję po swojemu i nie chcę się udzielać publicznie".
Wiatraczek w upał, książka zamiast telewizora i zamknięte okna. Kobieta, którą znała cała Polska, dziś woli spokój od rozgłosu. Trudno się dziwić - ale trudno też nie poczuć, że to smutny koniec pewnej epoki.
Co myślicie o losie legendy TVP? Dajcie znać w komentarzach.




