Edyta Górniak weszła do siedziby TVP z menedżerami. Wyszła z oficjalnym przeproszeniem. Po koncercie pełnym wpadek technicznych w Białych Błotach, który prawie skończył ich współpracę, obie strony usiadły do rozmowy - i padły ważne słowa.
Koncert, który chciała zapomnieć
Lipcowy występ Edyty Górniak w ramach letniej trasy TVP w Białych Błotach to nie był triumf. Problemy techniczne zrobiły z imprezy koszmar - wokalistka ledwo mogła śpiewać, publiczność rozczarowana, a artystka wściekła. Po pokazie Górniak wprost ogłosiła: koniec ze współpracą z Telewizją Polską. Twardo, bez owijania w bawełnę. Stacja dostała jasny sygnał - coś się musi zmienić.
Rozmowa, która zmieniła wszystko
Ale zamiast wojny medialnej, doszło do spotkania. TVP zaprosiła Górniak i jej zespół menedżerski do stołu. Nie była to zwykła kawa dla świętego spokoju - to była rozmowa o błędach, odpowiedzialności i przyszłości. I - co zaskakujące - konstruktywna.
Telewizja Polska wydała oficjalny komunikat, w którym przyznała się do winy. "Żałujemy, że zaistniałe okoliczności wpłynęły na dyskomfort i przebieg występu" - czytamy. Ale to nie koniec. TVP przeprosiła zarówno artystkę, jak i jej fanów. Dla gwiazdy, która miała dosyć braku profesjonalizmu, to musiało być słodkie.
Co dalej?
"Bardzo cenimy wyjątkowy dorobek artystyczny Pani Edyty Górniak oraz wieloletnią obecność w projektach Telewizji Polskiej. Tym bardziej cieszymy się, że po szczerej i konstruktywnej rozmowie w atmosferze wzajemnego szacunku, możemy z optymizmem patrzeć na naszą dalszą współpracę" - dodała stacja w oświadczeniu.
Tłumaczenie? Górniak zostaje. Ale TVP obiecała też coś ważnego - lepsze przygotowanie kolejnych występów, aby uniknąć podobnych wpadek. Czy tym razem dotrzymają słowa? Fani już czekają na odpowiedź.
Co sądzisz - konflikt zamknięty, czy tylko zawieszony?
Zobacz na Instagramie



