Dominika Kulczyk ma prawie 8 miliardów złotych i miejsce w tegorocznym rankingu Forbesa. Córki Wojciechowskiego kończyły King's College i University of Miami. A Grycanki? Podobno wydziedziczone i zapomniane.
Dominika Kulczyk ma prawie 8 miliardów złotych i miejsce w tegorocznym rankingu Forbesa. Córki Wojciechowskiego kończyły King's College i University of Miami. A Grycanki? Podobno wydziedziczone i zapomniane.
Która z nich naprawdę robi biznes, a która tylko nosi nazwisko?
Dominika Kulczyk uplasowała się w tegorocznym zestawieniu miesięcznika "Forbes" na 9. miejscu wśród najbogatszych Polaków. Mogłaby nie przepracować ani dnia - i nikt by jej nie wytknął. Zamiast tego, wspólnie z młodszym bratem kontynuuje dziedzictwo ojca i prowadzi projekty humanitarne w najodleglejszych zakątkach świata. Cicho, skutecznie, bez ścianek.
Józef Wojciechowski, właściciel jednej z największych firm deweloperskich w Polsce, ma siedmioro dzieci. Dwie najstarsze córki - Wiktorię i Wirginię - wybrał na swoje najbliższe współpracownice. W wywiadzie dla "Forbesa" zdradził, że to one mają z czasem wprowadzić do biznesu młodsze rodzeństwo. Wiktoria skończyła International Development na King's College London, potem finanse na University of Miami - dziś odpowiada za projekty hotelowe. Wirginia studiowała zarządzanie w OAS University of London i strategie marketingowe na City University of London. Odpowiada za marketing i sprzedaż w segmencie hotelowym i deweloperskim.
Na liście jest też Karolina Sołowow - córka Michała Sołowowa, jednego z największych prywatnych przedsiębiorców w Europie, który inwestuje w chemię, wnętrza i medycynę. Karolina ma 40 lat i troje dzieci. Najwyraźniej rodzinne tradycje przekazuje kolejnemu pokoleniu.
A co z Grycankami? Tu historia jest znacznie mniej różowa
Jeszcze kilka lat temu Weronika i Wiktoria Grycan były na każdej ściance - zwano je polskimi Kardashiankami. Matka Marta, synowa lodowego potentata Zbigniewa Grycana, aspirowała do miana gwiazdy telewizji. Skończyło się szybko.
Według nieoficjalnych informacji, Zbigniew Grycan miał wydziedziczyć swojego syna, pozbawiając tym samym całą rodzinę szans na schedę po wielomilionowym imperium lodów. Córki podobno stanowczo odcinają się dziś od dawnego życia salonowego. Nie ma ich na ściankach, nie ma ich w mediach. Pieniądze lubią ciszę - ale tylko wtedy, gdy się je ma.
Różnica między tymi kobietami a Grycankami jest właściwie jedna: jedne budowały pozycję latami i za granicą, drugie ją dziedziczyły publicznie. Rynek weryfikuje obie strategie bezlitośnie.
Które z polskich dziedziczek robią na was największe wrażenie? Piszcie w komentarzach.


