Dwóch aktorów, dwa filmy, jedna wersja wydarzeń - i Anna Dymna, która od lat cierpliwie prostuje tę samą historię. Zelnik napisał o niej książkę. Stockinger wyznał to w podcaście. Dymna nie zostawia złudzeń: panowie po prostu dobrze pamiętają to, co nigdy się nie wydarzyło.
Jerzy Zelnik i Tomasz Stockinger mają jedno wspólne: obaj są przekonani, że Anna Dymna kiedyś ich serce poruszyła - i obaj są przekonani, że to uczucie było wzajemne. Problem w tym, że sama zainteresowana ma na ten temat zupełnie inne zdanie.
Zelnik i jego „ogień ze spojrzeń"
Jerzy Zelnik w autobiografii Szczerze nie tylko o sobie (2016) wprost nazwał Dymną jednym ze swoich największych pozamałżeńskich zauroczeń. Przy okazji zdjęć do Królowej Bony miał stracić głowę dla koleżanki po fachu - i sugerować, że ona odpowiedziała tym samym. „Był między nami ogień, były spojrzenia, które mówią wszystko, były gesty, były niby przypadkowe muśnięcia dłoni w przelocie" - pisał aktor, dodając: „Dla nas jednak to było coś więcej".
Dymna latami nie reagowała publicznie na te rewelacje. Kiedy jednak Zelnik zaczął coraz chętniej wracać do tematu w wywiadach, aktorka w rozmowie z „Faktem" powiedziała wprost: „Zawsze lubiłam Jerzego i pracowało nam się cudnie, ale nie widzę powodu, by teraz robić z tego aferę". A o samym Zelniku dodała bez ogródek: „Jurkowi jest chyba ciężko i teraz się ratuje takimi opowiastkami".
Stockinger też „bardzo dobrze całował"
Tomasz Stockinger jest równie nieugięty w swojej wersji. W rozmowie z „Show" we wrześniu 2020 roku wspominał wspólne sceny z Znachora Jerzego Hoffmana słowami: „Stworzyliśmy piękną parę. Podczas zdjęć naprawdę się sobie podobaliśmy". W marcu 2026 roku w podcaście WojewódzkiKędzierski poszedł o krok dalej: „Bardzo się sobie podobaliśmy i bardzo dobrze nam szło całowanie" - oświadczył i na tym zakończył temat, jakby to wszystko mówiło samo za siebie.
Dymna jednak w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego" z grudnia 2024 roku była równie jednoznaczna jak w przypadku Zelnika: „Lubiliśmy się i wciąż lubimy, ale nic więcej". Krótko, bez dramatyzowania - i bez pozostawiania miejsca na interpretacje.
Wychodzi na to, że obu panom wspomnienia z planów filmowych rozrosły się przez lata do rozmiarów, których Anna Dymna po prostu nie rozpoznaje. Plotuch nie ocenia - ale zauważa, że w tym duecie to właśnie aktorka zachowuje się jak ktoś, kto ma czyste sumienie. Panowie tymczasem chętnie wracają do tematu w kolejnych wywiadach i podcastach.
Co ciekawe, obaj aktorzy przyznają się do tych rzekomo wzajemnych uczuć z wieloletnim opóźnieniem - gdy kamery dawno przestały nagrywać, a Dymna nie może im już „zaprzeczyć twarzą w twarz" na planie. Przypadek? Fani w komentarzach mają już swoją teorię.



