36 stopni, peron, tłum ludzi i pociąg, który zniknął z tablicy. Ewa Drzyzga nie oglądała tego w wiadomościach - stała w samym środku.

Prezenterka "Dzień dobry TVN" od lat dojeżdża do pracy na trasie Kraków-Warszawa. Mieszka w Krakowie, pracuje w stolicy - i nie zamierza tego zmieniać. Ale ostatnia fala upałów mocno skomplikowała jej codzienną rutynę.

Pociąg zniknął z tablicy. Drzyzga: "Wpadłam w lekką panikę"

Ewa Drzyzga opowiedziała o swoich przeżyciach w rozmowie z "Faktem". Jak przyznała, chaos panujący na dworcu był nie do opisania. "Doświadczyłam tego niedawno, dojeżdżając do pracy. Tej tragedii ludzi, którzy stoją, próbując doczekać się na swój pociąg. Jechałam z Krakowa do Warszawy i ileś pociągów nie odjeżdżało, ileś pociągów w ogóle nie przyjechało" - powiedziała dziennikarka.

Kiedy jej własny pociąg wyparował z rozkładu, nerwy zaczęły puszczać. "Stałam na peronie razem z innymi, wypatrywałam, co się zmienia na tablicy. Wpadłam w lekką panikę, jak się okazało, że nasz pociąg zniknął. Potem dopytywałam u pań w biurze, czy ten pociąg się wreszcie pojawi" - przyznała prowadząca.

Awantura na dworcu. "Wszystkim puszczały nerwy"

Drzyzga była też świadkiem scen, które pokazują, jak bardzo upał potrafi skrócić lont nawet spokojnym ludziom. Na jej oczach rozegrała się głośna kłótnia między zagraniczną turystką a pracownikiem ochrony. Włoszka krzyczała, że celowo nie wpuszczają jej do okienka, bo jest obcokrajowcem. "Co nie było prawdą oczywiście, tylko po prostu była kolejka. No wszystkim wtedy puszczały nerwy" - skwitowała Drzyzga w rozmowie z "Faktem".

Prezenterka zdobyła rozgłos dzięki kultowym "Rozmowom w toku" na TVN, a od września 2020 roku prowadzi "Dzień dobry TVN" u boku Krzysztofa Skórzyńskiego. Codzienne dojazdy z Krakowa to jej świadomy wybór - i najwyraźniej przygoda, która od czasu do czasu dostarcza jej więcej emocji, niż by chciała.

Zastanawiamy się tylko, czy po tym doświadczeniu Drzyzga choć przez chwilę rozważała przeprowadzkę do Warszawy. Co wy byście zrobili na jej miejscu?