Violetta wróciła do Sandry Drzymalskiej po 8 latach. Tym razem bez wymówek. Aktorka opowiedziała, jak archiwalne nagrania piosenkarki całkowicie zmieniły jej sposób myślenia o tej niezwykłej postaci.

Jak Drzymalska odkryła inną Violettę

Sandra Drzymalska przygotowywała się do roli Violetty Villas jak do egzaminu. Sięgnęła po materiały archiwalne, nagrania, zdjęcia - wszystko, co mogło jej przybliżyć postać legendarnej piosenkarki. To, co znalazła, całkowicie rozbiegło się z medialnym wizerunkiem ekscentrycznej diwy.

"Ja myślę, że ona jako człowiek miała dużo więcej do zaoferowania, niż mówienie o tym, czym myje włosy, czym się maluje i jak spędza dzień" - powiedziała w rozmowie z RMF Classic. Media, zdaniem aktorki, odpowiadały za stworzenie tej celebryckiej fasady. Tymczasem talent Villas był znacznie bardziej doceniany zagranicą, gdzie występowała na największych scenach światowych.

"To był naprawdę ogromny format. My sobie nawet z tego nie zdajemy sprawy, ponieważ te informacje w latach 60. do nas prawdopodobnie w ogóle nie docierały" - mówiła Drzymalska. Archiwalny głos piosenkarki na scenie zrobił na niej olbrzymie wrażenie. "Ona była tam cała. Jej emocjonalność wychodziła z niej. Ona była jak zwierzę, niczego się nie bała na scenie. To był wykonywany monodram tym śpiewaniem" - zachwycała się aktorka.

Osiem lat czekania na drugą szansę

Historia tej roli zaczęła się wiele lat wcześniej. Gdy Drzymalska miała dwadzieścia kilka lat, po raz pierwszy dostała castingowy telefon od producenta pracującego nad filmem o Villas. Projekt jednak się nie powiódł i upadł. Przez następne lata aktorka o nim zapomniała.

Aż do momentu, gdy reżyserka Karolina Bielawska ponownie się do niej odezwała. "Violetta tak naprawdę do mnie wróciła po 8-9 latach. Pierwszy raz dostałam tę rolę, jak miałam dwadzieścia parę lat" - opowiedziała. Tym razem Drzymalska dostała rolę na drugim castingu. Rozumiała, że to znak.

"Stwierdziłam, że dobra, to już jest mi pisane. Ale broniłam się przed tym" - przyznała szczerze. Przełom nastąpił, gdy rozmawiała z Bielawską. Obie zgodziły się na jedno: Drzymalska nie będzie 1:1 kopią Violetty. "Ja mam zagrać Violettę Villas, a nie być nią" - wyjaśniła aktorka.

Głos piosenkarki w filmie

Przygotowania obejmowały intensywne treningi wokalne i naukę charakterystycznych gestów. Na planie Drzymalska śpiewała wszystkie utwory Villas. Pracowała nad drganiem krtani, choreografią, całą fizykalnością postaci. Mimo to w gotowym filmie usłyszymy prawdopodobnie oryginalny głos piosenkarki z nowymi aranżacjami Marcina Maseckiego.

"Zostaje to rozwiązane tak, że zostanie prawdopodobnie z aranżacjami podłożony oryginalny głos Violetty. Coś, myślę, że to jest super, bo trudno by było podrobić Violettę Villas" - podsumowała aktorka. To rozwiązanie wydaje jej się najlepszym możliwym kompromisem między hołdem dla legendy a współczesnym podejściem do kina.

Film Karoliny Bielawskiej o Violetcie Villas trafi do kin niedługo. Dla Sandry Drzymalskiej to rola, która czekała na nią przez prawie dekadę.