Stefan miał trzy lata i diagnozę, która nie dawała złudzeń. Katarzyna Dowbor zrobiła wszystko - onkolog z Anglii, radioterapia, leczenie bez oglądania się na koszty. I tak go straciła.
Stefan miał trzy lata i diagnozę, która nie dawała złudzeń. Katarzyna Dowbor zrobiła wszystko - onkolog z Anglii, radioterapia, leczenie bez oglądania się na koszty. I tak go straciła.
Berneński pies górski prezenterki zachorował nagle. Najpierw zaczął kuleć - nikt początkowo nie podejrzewał najgorszego. Szczegółowy rezonans rozwiał wszelkie wątpliwości: Stefan miał poważną chorobę nowotworową. Dowbor natychmiast zabrała się do działania. Pies trafił pod opiekę onkologa z Anglii i czekała go radioterapia.
Dziennikarka nie ukrywała, że dla swoich zwierząt nie liczy pieniędzy. Jeszcze przed ostatecznym wyrokiem mówiła wprost: "Nie ma takich pieniędzy, których bym nie wydała". Stefan przegrał jednak z chorobą, a Dowbor poinformowała o jego śmierci fanów w mediach społecznościowych.
Rok za rokiem - kolejne straty
To nie pierwszy raz, gdy prezenterka żegna ukochanego czworonoga. Rok 2025 był dla niej wyjątkowo bolesny - odeszły wtedy jej pies Lulu i kot. Lulu była suką adoptowaną ze schroniska, gdzie spędziła osiem lat. Nikt się nią nie interesował, bo - jak wspominała Dowbor w rozmowie z Plejadą - pies po prostu nie interesował się ludźmi, nie merdał ogonem. W domu dziennikarki rozkwitła.
"Nagle się okazało, że jest niezwykle wdzięczna, kontaktowa. Potrafiła się uśmiechać, witać z nami, kiedy wracaliśmy do domu" - mówiła Dowbor w rozmowie z Plejadą. Lulu miała 15 lat, gdy odeszła.
O śmierci zwierząt dziennikarka mówi z rzadką szczerością: "Cały czas nie mogę się pogodzić z tym, że nasze zwierzątka żyją krócej od nas. Zawsze przeżywam to bardzo, ale jedyne co mnie pociesza, to że wszyscy moi znajomi weterynarze mówią: one miały u ciebie boskie życie" - wyznała w tym samym wywiadzie.
Dom pełen zwierząt - i pustych miejsc po nich
Katarzyna Dowbor mieszka z rodziną w drewnianym domu pod Warszawą. Psy, koty i konie to dla niej nie dekoracja - to domownicy. W Wigilię dzieli się z nimi opłatkiem, co od lat jest jej niezmiennym rytuałem.
"Mam zwyczaj, że w Wigilię zawsze idę z opłatkiem do moich zwierząt. Uważam, że one też na to zasługują" - mówiła w rozmowie z Faktem.
Śmierć Stefana to już kolejny cios w ciągu dwóch lat. Fani prezenterki zalewają jej profil słowami wsparcia. Pytanie, ile takich pożegnań można udźwignąć - i jak Dowbor poradzi sobie tym razem.









