Bukiet róż ukryty w windzie, rozpadające się związki i ciemny okres, o którym sam mówi wprost - Grzegorz Daukszewicz nie jest aktorem, który ukrywa trudną przeszłość. Teraz ma córkę i po raz pierwszy w życiu wie, dla kogo wstaje rano.

Zanim Grzegorz Daukszewicz trafił na swoją obecną partnerkę Maję Kłossowską, miał za sobą serię związków, które się posypały. Do tego doszły problemy osobiste - aktor sam przyznał, że przez lata nie radził sobie ze swoimi słabościami, które niemal zrujnowały mu karierę.

"Moja rodzina się rozsypała, a i związki z kobietami też się rozpadły" - wyznał w wywiadzie dla Polskiego Radia Czwórka. "Tylko dzięki przyjaciołom udało mi się pozbierać do kupy, gdy w moim życiu działo się naprawdę źle" - dodał.

Romantyk z bukietem róż, który zostawał sam

W miłości Daukszewicz zawsze był - jak sam twierdzi - romantykiem do bólu. Raz, żeby zaskoczyć ówczesną dziewczynę, kupił ogromny bukiet i rozłożył kwiaty ze strzałkami przez całą klatkę schodową, aż po bagażnik własnego samochodu, gdzie czekał kosz róż. Tamta relacja i tak nie przetrwała.

"Jedyną stałą wartością w moim życiu są przyjaciele. Związki się kończą, a przyjaciół wciąż mam tych samych" - podsumował w tej samej rozmowie z Czwórką.

Kilka lat temu związał się z aktorką Mają Kłossowską, znaną z seriali "Klan" i "Na Wspólnej". Że są parą, świat dowiedział się dopiero wtedy, gdy zostali rodzicami.

Córka wyciągnęła go z mroku

Daukszewicz nie owijał w bawełnę, gdy w rozmowie z Plejadą mówił o ciemnym rozdziale swojego życia. Przyznał wprost, że był trzeźwy i że to właśnie narodziny córki zatrzymały go przed dalszym pogrążaniem się.

"Szczerze powiem, że nigdy nie planowałem dzieci. Byłem jedną z tych osób, które nie wyobrażały sobie życia rodzinnego, a tu okazało się, że sens mojej egzystencji się do tego sprowadzał. Mam dla kogo żyć i chcę dla tego kogoś żyć jak najdłużej" - wyznał Plejadzie.

O córce mówi, że nauczyła go - cytuję dosłownie - "wyciągnąć głowę z własnego tyłka". O partnerce Maji, że jest jego dobrym duchem, który sprowadza go na ziemię, gdy zaczyna "odlatywać za wysoko do słońca".

Jednocześnie aktor nie udaje superbohatera w pieluchach. "Nie będę się kreował na supertatę, bo to Maja - supermama - przejmuje 80 procent obowiązków związanych z naszą córką. Ja staram się być żywicielem rodziny" - powiedział Plejadzie.

Trudna historia, szczery bilans i w końcu ktoś, dla kogo warto wstać rano. Czy to nie brzmi jak scenariusz do jednego z jego seriali?

Co myślicie o takich wyznaniach gwiazd - szczerość czy wyreżyserowany wizerunek? Dajcie znać w komentarzach.