Sto scen rozstania, doba bez snu, 705 chętnych mężczyzn do castingu. Magdalena Cielecka właśnie zaliczyła najdziwniejszy spektakl w swojej karierze.

Sto scen rozstania, doba bez snu, 705 chętnych mężczyzn do castingu. Magdalena Cielecka właśnie zaliczyła najdziwniejszy spektakl w swojej karierze.

Co to w ogóle był za projekt?

"The Second Woman" to głośny projekt teatralny autorstwa Nat Randall i Anny Breckon - spektakl trwający nieprzerwanie 24 godziny, w którym jedna aktorka odgrywa tę samą scenę rozstania z setką kolejnych partnerów. Polska odsłona odbyła się podczas Festiwalu Malta w Poznaniu pod koniec czerwca. Cielecka spotkała się na scenie ze stu mężczyznami wyłonionymi w castingu, na który zgłosiło się aż 705 chętnych. Wśród nich znalazł się m.in. aktor Jacek Poniedziałek.

Każda scena trwała około 10 minut i kończyła się jednym z dwóch zdań: "zawsze cię kochałem" albo "nigdy cię nie kochałem". Podobno częściej padało to pierwsze.

Partner aktorki, Bartosz Gelner, tego dnia nie mógł jej towarzyszyć - miał własne zobowiązania na planie. Cielecka przez całą dobę radziła sobie sama.

Co powiedziała zaraz po zejściu ze sceny?

Tuż po zakończeniu spektaklu 54-latka wyszła do dziennikarzy - mimo że spędziła właśnie 24 godziny w pracy. W nagraniu opublikowanym na oficjalnym profilu Festiwalu Malta na Instagramie mówiła bez ogródek: "Na szybko mogę powiedzieć, że czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam. Emocje były megaduże. Ani przez chwilę nie poczułam zmęczenia, nie zmrużyłam oka. Właściwie nic nie jadłam poza tym, co było na scenie, bo naprawdę nie chciało mi się jeść. Czułam ekscytację i wsparcie widowni."

Zaskoczyła ją też reakcja publiczności - zupełnie inna niż w klasycznym teatrze. "Czułam się trochę jak gwiazda rocka, bardziej jak na koncercie, bo też ta świadomość sali, która wstrzymuje oddech, totalna cisza, a potem wrzaski, feria oklasków, plus wszechobecne telefony i kręcenie - czego ja przecież z teatru nie znam, bo w teatrze to jest niedozwolone" - wyznała.

Przed startem przyznała, że czuje się jak sportowiec przed zawodami. "Mam głupawkę, to pewnie z nerwów, ale też z ekscytacji. Czuję ciężar wyzwania, czuję cały czas tę wielką niewiadomą, bo nie wiem, co mnie czeka" - mówiła na 30 minut przed wejściem na scenę, już umalowana, już gotowa.

Na pełne podsumowanie tego, co przeżyła przez te 24 godziny, przyjdzie pewnie jeszcze czas. Ale już teraz jedno jest pewne - Cielecka nie robi połowicznych rzeczy.

Co myślicie o takim formacie? Wytrzymalibyście dobę na scenie? Dajcie znać w komentarzach.