Konferencja miała być spokojnym podsumowaniem Roland Garros. Skończyła się chwilą, którą wszyscy zapamiętają - Maja Chwalińska ucięła dziennikarza w połowie jego wejścia kilkoma słowami.

Maja Chwalińska wylądowała w Polsce w poniedziałkowy poranek i niemal natychmiast usiadła przed mikrofonami. Konferencja prasowa po historycznym sukcesie w Paryżu - brzmi jak formalność. Ale atmosfera szybko zgęstniała.

Dziennikarz wszedł jej w słowo. Zła decyzja

Chwalińska tłumaczyła właśnie, że na co dzień nie śledzi mediów społecznościowych i raczej stroni od social mediów - bo, jak sama powiedziała, inaczej by zwariowała. W połowie zdania jeden z reporterów postanowił, że już wie, co chce powiedzieć, i wszedł jej w słowo.

Reakcja tenisistki była natychmiastowa. "Jeszcze nie skończyłam" - powiedziała spokojnie, ale tak, że na sali zrobiło się cicho. Po chwili dodała: "Ale no okej. No dobra... Może pan spokojnie."

Dziennikarz przeprosił. Chwalińska nie podkręcała już tematu - zakończyła wymianę zdań jednym sygnałem, że sprawa zamknięta, i wróciła do meritum.

Szok na lotnisku i program w telewizji

Tego samego dnia Chwalińska pojawiła się w programie "Fakty po Faktach", gdzie przyznała, że skala powitania na lotnisku była dla niej zaskoczeniem. Spodziewała się zmian po Paryżu - ale nie tego, ile osób będzie chciało ją przywitać osobiście. Opisała to wprost jako duży szok, tym bardziej że wcześniej celowo odcinała się od internetowych reakcji na swój sukces.

Kibiców na lotnisku nie brakowało - i najwyraźniej nie tylko wirtualnych.

Czy po tym wszystkim Chwalińska zmieni podejście do mediów społecznościowych? Sądząc po poniedziałkowej konferencji - raczej nie. I chyba dobrze jej z tym.

Spięcie Chwalińskiej z dziennikarzem. Zrobiło się niemiło
© Adam Burakowski
Spięcie Chwalińskiej z dziennikarzem. Zrobiło się niemiło
© THOMAS SAMSON