Brad Pitt siedział na trybunach i bił jej brawo. Maja Chwalińska dowiedziała się o tym dopiero w Polsce - i na żywo przed kamerami TVN24.
Wróciła z Paryża jako wicemistrzyni Rolanda Garrosa i od razu wpadła w wir. Na lotnisku czekał tłum fanów, a wieczorem 24-latka pojawiła się w programie "Fakty po faktach" w TVN24, gdzie opowiedziała o sobotnim finale.
Z finału zapamiętała przede wszystkim wsparcie publiczności.
"Czułam dużą radość. Jak najbardziej był też stres. Ale na pewno czułam wsparcie kibiców i to było dla mnie niesamowite doświadczenie, którego nie zapomnę" - wyznała w TVN24.
Brad Pitt bił jej brawo. Ona nie miała pojęcia
W trakcie rozmowy prowadzący poinformował Chwalińską, że podczas finału na trybunach siedział hollywoodzki aktor Brad Pitt. Reakcja Mai była natychmiastowa i bezcenna.
"Brad Pitt? Nie widziałam go. Całe szczęście, bo chyba bym tam umarła, grałabym jeszcze gorzej. Bił mi brawo? Dam to sobie w ramkę" - odpowiedziała z rozbrajającym humorem.
Krótko, konkretnie i tak, że cały internet to podchwycił. Chwalińska w ciągu kilku sekund udowodniła, że potrafi bawić się własną historią - nawet tą, której jeszcze nie zna.
Wimbledon? Decyzja jeszcze nie zapadła
Przed Mają Chwalińską teraz kolejny znak zapytania. Drabinki Wimbledonu zostały zamknięte jeszcze przed jej przełomowym występem w Paryżu, więc Polka nie dostała się do turnieju standardową drogą. Jedyną szansą pozostaje tak zwana dzika karta od organizatorów. Czy docenią jej finałowy wyczyn na kortach Rolanda Garrosa?
Na oficjalną decyzję trzeba jeszcze poczekać. Fani już trzymają kciuki.
A wy - chcielibyście zobaczyć Chwalińską na trawie w Londynie? Dajcie znać w komentarzach.




