Telefon przy uchu, skupiona mina, udawany dialog - Dominika Chorosińska miała nadzieję, że dziennikarz TVN24 odpuści. Nie odpuścił.

Radomir Witt z TVN24 podszedł do posłanki z mikrofonem. Chorosińska sięgnęła po telefon i zaczęła udawać, że rozmawia. Klasyczny manewr. Problem w tym, że Witt postanowił sprawdzić, czy to blef - i zadzwonił na jej numer.

Telefon Chorosińskiej zadzwonił. Na żywo. Przy kamerze.

Jak to wytłumaczyła?

Posłanka próbowała wyjść z twarzą. W rozmowie z reporterem powiedziała: "Nie, ja właśnie chciałam się dodzwonić, próbowałam się dodzwonić."

Witt nie dał się przekonać. Wyjaśnił wprost: "No nie, dzwoni pani teraz. Ja do pani dzwonię, prawdę powiedziawszy, bo chciałem sprawdzić, czy pani udaje czy nie. Chciałem porozmawiać."

Cała wymiana zdań trafiła na nagranie. Klip szybko rozszedł się po mediach społecznościowych.

Co piszą internauci?

Komentarze nie zostawiły na posłance suchej nitki. Internauci nie owijali w bawełnę: "Ale wpadka, masakra", "Widać, jak ściemniała", "Co za wstyd. Nie wierzę, jak kłamała" - takie wpisy pojawiały się pod nagraniem.

Chorosińska od lat jest znana z tego, że chętnie rozmawia z prawicowymi mediami, a pozostałe dziennikarskie pytania podobno woli omijać szerokim łukiem. Tym razem jednak ucieczka nie wyszła - i to dosłownie, bo kamera nagrała każdą sekundę.

Czy posłanka postanowi w końcu odpowiedzieć na pytania reportera? Na razie cisza.