Dorota Stalińska zaprosiła go do siebie, gdy nie miał dachu nad głową. Michał Bajor spędził u niej pół roku - i to właśnie ta przyjaźń ukształtowała go jako człowieka.
Michał Bajor 13 czerwca skończył 69 lat. Większość fanów zna go jako niezależnego artystę, który całe życie poświęcił muzyce. Mało kto jednak wie, że za tą samotnością kryje się historia głębokiej przyjaźni - i długu wdzięczności wobec jednej z najważniejszych polskich aktorek.
"Dorota pomogła mi, gdy nie miałem gdzie mieszkać"
Michał Bajor i Dorota Stalińska znają się od kilkudziesięciu lat. Grali razem na scenie, a przez pewien czas nawet dzielili dach nad głową. To nie plotka - sam Bajor opowiedział o tym w rozmowie z magazynem "Viva!". "Jestem ojcem chrzestnym jej syna Pawła. Dorota w młodości pomogła mi. Gdy nie miałem gdzie mieszkać, przez pół roku korzystałem z jej gościnności. Dorota miała mocny wpływ na moje życie jako młodego człowieka. Na pewne decyzje, które podejmowałem" - wyznał artysta.
Bajor nie ukrywa, że Stalińska była dla niego kimś w rodzaju mentorki. Silna, dominująca osobowość aktorki odcisnęła na nim wyraźny ślad - i to w pozytywnym sensie.
Ojciec chrzestny chwali syna Stalińskiej
Choć w mediach przez jakiś czas pojawiały się doniesienia o ochłodzeniu relacji Bajora z Pawłem Stalińskim, muzyk w rozmowie z Pomponik rozwiał wątpliwości. "Wyrósł na faceta, który wie, czego chce. Jest inteligentny i potrafi porozumieć się z dominującą matką, bo taka jest Dorotka. Jeśli Paweł zwróci się do mnie z prośbą o pomoc albo po prostu będzie chciał porozmawiać, jestem do jego dyspozycji" - powiedział wprost.
Bajor jest więc obecny w życiu rodziny Stalińskiej do dziś. Nie jako celebryta na ściance, ale jako człowiek, który odbiera telefon, gdy trzeba.
Na swoim Facebooku artysta napisał niedawno, że do "okrągłej siedemdziesiątki" brakuje mu już tylko roku - i że emerytura istnieje u niego wyłącznie na papierze. "Bardzo lubię koncertować - szczególnie że gramy w coraz większych salach" - przyznał. Warszawa, Kraków, Wrocław - sala za salą, rok za rokiem.
W wywiadach Bajor nie unika jednak trudniejszych pytań o własne życie. Przyznał kiedyś w "Rewii", że gdyby mógł cofnąć czas, wybrałby inaczej: "Ogólnie rzecz biorąc, to jest egoistyczne życie. I gdybym miał jeszcze raz się urodzić i wybrać, to jednak chciałbym to zmienić i mieć swój dom z rodziną". Na łamach "Pani" dodał z kolei: "Stratą na pewno jest brak rodziny, nigdy nie usłyszę: dziadku". Ale zaraz potem zastrzegł, że samotność i bycie samotnikiem to dwie zupełnie różne rzeczy.
Bajor wybrał muzykę. Ale Stalińska pokazała mu, że można wybrać muzykę i mieć przy sobie kogoś bliskiego. Może właśnie dlatego tak o niej mówi - z czułością, której nie słychać u niego zbyt często. Jak myślicie - to rzadka dziś lojalność czy po prostu piękna, stara szkoła przyjaźni?




