Marek Koterski miał dla syna jedną radę, której ten nie zapomniał do dziś. Nie chodziło o warsztat ani o wytrwałość.
Michał Koterski w rozmowie z Kozaczkiem powiedział rzecz, której wielu aktorów pewnie nie przyzna publicznie. Że talent to za mało. Że pracowitość to za mało. I że najważniejsze w tym zawodzie jest coś, na co nie masz żadnego wpływu.
Co powiedział mu Marek Koterski?
Ojciec aktora, reżyser Marek Koterski, od lat powtarzał synowi tę samą rzecz. Misiek zapamiętał to słowo w słowo. "Zawsze go słuchałem i on mi mówił, że w tym zawodzie, i myślę, że w ogóle tak jest w życiu, najważniejsze jest szczęście" - wyznał w wywiadzie dla Kozaczka.
Nie brzmi jak rewolucja. Ale Koterski junior popierał to konkretnymi przykładami z własnego podwórka. Przez lata obserwował kolegów - aktorów, których podziwiał na deskach teatru. Świetnych. Wybitnych. I nieznanych szerszej publiczności.
"Wielu wspaniałych aktorów, wybitnych, których znam i podziwiałem na deskach teatru, nigdy nie miało szczęścia zaistnieć w filmie, pokazać swoich możliwości" - mówił.
Talent bez szczęścia to za mało?
Michał Koterski zaznaczył wyraźnie: ci aktorzy nie przepadli przez brak umiejętności. Przepadli przez brak odpowiedniego momentu. "Nie znaleźli się nie dlatego, że są gorsi. Śmiem twierdzić, że jest wielu wspaniałych aktorów, którzy naprawdę mogliby zrobić wielką karierę, tylko nie znaleźli się w odpowiednim momencie, w odpowiednim czasie. Czyli mówiąc krótko, nie mieli szczęścia. Szczęście w życiu jest najważniejsze" - podsumował.
Szczere wyznanie jak na kogoś, kto sam szczęście miał. Michał Koterski zaistnął w filmie, zbudował rozpoznawalną twarz i markę. Ojciec - jeden z najważniejszych polskich reżyserów - też nie był bez znaczenia. Ale Misiek najwyraźniej nie ucieka od tej rozmowy.
I trudno mu odmówić racji. W polskim kinie pełno nazwisk, które mogły pójść dalej. Przypadek, casting, jeden telefon od reżysera - albo jego brak. Szczęście rozdziela kariery bardziej niż jakikolwiek egzamin na PWST.
Czy ta lekcja od ojca zmieniła sposób, w jaki Koterski patrzy na własny sukces? A może właśnie dlatego nie boi się mówić o nim bez fałszywej skromności?




