Kilka minut na scenie festiwalu w Opolu. Przed nimi - lata przy instrumencie, setki godzin w samochodzie i tysiące godzin w pracowni. Kuba Badach powiedział to głośno, choć większość woli o tym nie mówić.
Chopina słyszymy na lotnisku. Reszty już nie
Kuba Badach dołączył do artystów, którzy zabrali głos w sprawie świadczeń dla twórców. Temat rozgrzał sieć po wypowiedzi Skolima, który głośno skrytykował tę propozycję. Mąż Aleksandry Kwaśniewskiej podszedł do sprawy inaczej - bez emocji, ale z konkretem.
W rozmowie z reporterką serwisu Jastrząb Post Badach zwrócił uwagę na coś, o czym rzadko się mówi. Polska kultura - jego zdaniem - jest bogatsza niż jeden kompozytor grający w pętli na Okęciu.
"Jak lądujemy na Okęciu, skądkolwiek byśmy nie przylecieli, to słyszymy Fryderyka Chopina. Jeżeli po kilkuset latach okazuje się, że w domenie kultury możemy się najbardziej pochwalić jednym kompozytorem, to być może coś poszło trochę nie tak" - mówił Badach. I od razu przywołał Góreckiego, Kilara, a nawet Maję Chwalińską jako przykład kogoś, kto osiąga historyczne wyniki, choć nikt nie widzi, co przeżyła po drodze.
'Nikt sobie nie wyobraża tych godzin w samochodach'
Badach nie ukrywał, że kilka minut na opolskiej scenie to dla artysty nagroda - ale tylko ułamek całej pracy. Dla wielu słuchaczy to jedyny obraz ich życia zawodowego.
"Nikt sobie, kto nie przeżył tego z nami, nie wyobraża sobie tych godzin spędzonych w samochodach na dojazdach do koncertów. Najpierw lata spędzone przy instrumencie, żeby zostać fachowcem w swojej dziedzinie, a później godziny, setki, a potem tysiące godzin spędzonych w pracowni" - tłumaczył.
Na koniec powiedział wprost, co sądzi o pomocy państwa dla artystów, którym się nie przelewa: "Wydaje mi się, że taka podstawowa forma pomagania artystom, u których się nie przelewa, to jest zasadne, bo to będzie procentowało być może nie za dziesięć lat, ale za dwadzieścia, trzydzieści. To przyniesie naprawdę świetne efekty".
Trudno się kłócić z logiką. Pytanie, czy ktoś w końcu posłucha.



