Anna Lewandowska pakuje walizki i leci do Chicago - ale bez Roberta. Piłkarz musi zostać w Polsce na obowiązki reprezentacji, a jego żona i córki już nie mogą czekać. Trenerka zdradziła, co ją zmusiło do takiego ruchu.
Rodzina na trzech krajach, życie na walizkach
Lewandowscy to mistrze logistyki. Barcelona, Polska, Chicago - w ostatnich miesiącach przemieszczają się jak szaleni. Anna sama przyznała w mediach społecznościowych, że ostatnie dwa tygodnie to był "zwariowany maraton". Zaczęło się od Barcelony, gdzie trenerka miała obowiązki zawodowe i musiała pracować z zespołem Edan Studios, jej fitness imperium. Potem Polska, teraz Stany. Bez przerwy.
"Co to były za dwa zwariowane tygodnie, ale tak to jest, jak się mieszka na trzy kraje" - wyznała Anna w swoim poście. Brzmi dramatycznie? Czytaj dalej.
"Dzieci idą do szkoły, czas wracać" - decyzja podjęta
Anna nie kombinowała długo. Zdecydowała, że córki potrzebują normalności - szkoła w Chicago, rutyna, rodzina w jednym miejscu. Robert? Poczekaj, bo kapitan reprezentacji Polski ma swoje zobowiązania na kadrze. Tak wygląda ich życie w 2026 roku.
"Dzieci idą do szkoły, czas wracać do codziennych obowiązków, dlatego właśnie dzisiaj lecimy do Chicago. A tam będziemy czekać na naszego tatusia, który jest dzisiaj na kadrze reprezentacji Polski, tak że cały czas trzymamy kciuki i kibicujemy mocno" - relacjonowała trenerka. Słodko? Tak. Romantycznie? Zależy od perspektywy.
Kryzys czy normalność? Anna stawia sprawę jasno
Od kiedy Lewandowscy przenieśli się do Chicago, w sieci roiło się od spekulacji. "Są w kryzysie", "Anna narzeka", "Nie chce tam być". Fake newsy kwitły jak kwiaty. Sama Anna postanowiła to zamknąć raz na zawsze.
"Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości: tak, zmiana otoczenia to zawsze spore wyzwanie, zwłaszcza z dzieciakami, ale u nas wszystko w jak najlepszym porządku. Żadnych dramatów, po prostu układamy sobie codziennie" - stwierdziła zdecydowanie. Koniec kropka.
Co na to fani?
Komentarze pod postami Anny dzielą się na dwa obozy. Jedna część fanów robi się sentimentalna: "To takie piękne, że czekają na tatusia!" Druga część bardziej realistyczna: "Czyli jednak to nie jest taka idylla, skoro się rozdzielają". Trzecia część - która zawsze pojawia się - zastanawia się, czy to w ogóle "kryzys ukrywany przez media".
Realność? Piłkarz ma obowiązki zawodowe, żona musi zajmować się domem i edukacją dzieci. To nie dramat, to zwyczajna organizacja czasu dla pary, gdzie każdy ma swoją karierę. Anna w Chicagu, Robert na kadrze, wszyscy się kochają. Koniec historii.
Czy to wystarczy, żeby uciszyć spekulacje? Prawdopodobnie nie. Ale przynajmniej wiemy, że Anna nie ma ochoty udawać, że wszystko jest idealne. I to jest godne podziwu.









