Centrum Warszawy, piątek, godzina szczytu. Andrzej Chyra zaparkował auto przy Hożej, otworzył bagażnik i wyciągnął czerwony składak.
Centrum Warszawy, piątek, godzina szczytu. Andrzej Chyra zaparkował auto przy Hożej, otworzył bagażnik i wyciągnął czerwony składak.
Reszta poszła sprawnie - plecak na ramię, noga na pedał i aktor znikł w uliczkach centrum, podczas gdy reszta Warszawy stała w korkach. Obserwatorzy nie mieli wątpliwości: to człowiek, który wie, jak działa to miasto.
Festiwale, premiery, a teraz rower po Warszawie
Andrzej Chyra ma za sobą naprawdę intensywne tygodnie. Był w jury BellaToffifest w Toruniu, który zakończył się 3 lipca. Dzień przed piątkowym spotkaniem w stolicy pojawił się na prapremierze swojego nowego filmu "Klarnet" w Kielcach. I jeszcze w tym samym roku dołączył do obsady "Lalki" - razem z Markiem Kondratem i Marcinem Dorocińskim.
Krótko mówiąc: człowiek nie siedzi w domu.
Jak informuje serwis Fakt, w piątek aktor dotarł rowerem do jednej ze znanych warszawskich kawiarni na spotkanie ze znajomą. Po skończonej kawie wsiadł z powrotem na jednoślad i wrócił do zaparkowanego samochodu. Kompaktowy, składany, czerwony - i wyraźnie regularnie używany.
Ekologia czy zwykły pragmatyzm?
Chyra nie jest pierwszą gwiazdą, która odkryła, że rower w centrum działa szybciej niż taksówka. W Warszawie w piątkowe popołudnie to po prostu matematyka - dwie kółka biją cztery bez dyskusji. Czy to świadoma decyzja pro-ekologiczna, czy po prostu zdrowy rozsądek? Pewnie jedno i drugie.
Fani aktora komentują zdjęcia z rozbawieniem. "Mądry człowiek", "Tak się robi Warszawę" - piszą w sieci. Trudno się nie zgodzić.
A wy - rower w centrum czy jednak stanie w korku? Piszcie w komentarzach.




