Chorwacja, plaża, urlop po czterech latach prezesury w PZN - Małysz w końcu oddychał. I właśnie tam dogonił go fan, który ze wzruszenia nie był w stanie wydusić z siebie słowa.
Adam Małysz zakończył niedawno cztery lata pracy jako prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Zaraz po odejściu ze stanowiska spakował walizki i wyjechał do Chorwacji. Zasłużony odpoczynek nad Adriatykiem miał być spokojny. Nie do końca tak wyszło.
Fan czekał lata, żeby mu to powiedzieć
Podczas urlopu w Chorwacji do Małysza podszedł jeden z polskich turystów. Legendarny skoczek - znany z tego, że nigdy nie odmawia zdjęcia ani rozmowy - tym razem trafił na spotkanie, które wyraźnie wybiło go z rytmu wakacyjnego lenistwa. Fan podobno był tak przejęty, że na miejscu nie zdołał powiedzieć tego, co naprawdę chciał. Dopiero po powrocie do hotelu wpisał to w komentarz pod zdjęciem Małysza na Instagramie.
"Miałem szczęście Pana spotkać w Chorwacji, dziękuję za zdjęcie i parę słów, których wtedy Panu nie powiedziałem chyba przez emocje, jakie mi towarzyszyły. Dziękuję za każdy skok i emocje sportowe, jakie dzięki Panu przeżywaliśmy, za każdy Mazurek Dąbrowskiego i za każdy zimowy weekend, kiedy (...) siadaliśmy z całą rodziną przed telewizorem czekając na Pana skoki. Mam nadzieję, że wypoczynek się udał. Pozdrawiam serdecznie" - napisał pod postem Adama Małysza na Instagramie (@adammalyszofficial).
Małyszmania wróciła - w komentarzach
Ten jeden wpis wywołał lawinę. Pod postem Małysza z wakacji zaczęli pojawiać się kolejni, którzy przypominali sobie tamte zimowe niedziele - rodzina przy telewizorze, Mazurek Dąbrowskiego w środku tygodnia, skoki w Zakopanem oglądane w czapce i szaliku na kanapie. Przełom lat 90. i 2000. był dla polskiego sportu czymś wyjątkowym, a Małysz był jego twarzą.
Teraz, po latach prezesury i organizacyjnej harówki za kulisami skoków narciarskich, Małysz wrócił do roli, którą fani pamiętają najlepiej - legendy, którą można uścisnąć na plaży w Chorwacji. Bez teczki, bez konferencji prasowych, bez wyników do obrony.
Czy ta wakacyjna scena udowadnia, że w Polsce miłość do Małysza nie ma terminu ważności? Napiszcie w komentarzach - pamiętacie te zimowe weekendy przed telewizorem?




