Katarzyna Zillmann siedzi przed igłą i nitką, a jej palce drżą. Sznurek plącze się jak żywy. W Azji Express trzeba uszyć juty worek szybko - od tego zależy start w wyścigu. Ale Zillmann odkrywa coś o sobie, co nigdy nie przyszło jej do głowy na tratwie czy na bieżni.
Nie nauczono jej przyziemnych rzeczy
Drugi odcinek "Azji Express" przyniósł uczestnikom niemały szok. Zaraz po zimnym prysznicu na wyspie Jawa czekało na nich zadanie, które podzieliło duety na tych, którzy umieją szyć, i tych, którzy... po prostu nie. Katarzyna Zillmann okazała się zdecydowanie w drugiej grupie.
Za żadne skarby nie udało jej się sprawnie obchodzić z igłą i nitką. Sznurki plątały się w jej rękach, a minuty upływały bezlitośnie. To właśnie ten moment sprawił, że wioślarką przywołała wspomnienia z dzieciństwa - i szczerze o nich opowiedziała przed kamerą.
"Mama wychowywała mnie inaczej"
"Mama nie wychowywała mnie w taki stereotypowy sposób. Zawsze mówiła mi, że jestem stworzona do większych rzeczy" - wyznała Zillmann ze skwaszoną miną, patrząc na rozlatujące się nitki. "Przepraszam, to są jej słowa, nie moje, naprawdę, ale nawet mnie nie uczyła takich przyziemnych spraw, jak szycie czy gotowanie".
Wioślaryka przyznała, że matka stwierdziła, iż jej córka "się nie będzie szykować pod jakąś rolę". Ale sama Zillmann wie, że to była może zbyt optymistyczna wizja. "Aczkolwiek to są rzeczy, które każdy z nas powinien umieć, żeby sobie w życiu poradzić" - podsumowała z humorem.
Zillmann miała już niezły początek
Warto przypomnieć, że Katarzyna Zillmann weszła do Azji Express już kontuzjowana - zanim program się nawet zaczął, doznała bólesinego urazu. W pierwszym odcinku było jeszcze gorzej - rozcięła sobie głowę na terenie konkurencji. Jej partnerka w podróży, Janja Lesar (starsza od niej o 18 lat), stara się wspierać ją jak może.
Ale szycie worków okazało się dla Zillmann szczególnym wyzwaniem - takim, na które mama nigdy ją nie przygotowała. Czy duet Zillmann-Lesar przetrwa dalsze etapy programu? Fani nie kryją ciekawości, co będzie dalej.
Co na to widzowie?
Social media znowu buzują. Jedni śmieją się z sytuacji, inni bronią Zillmann - w końcu ma kontuzję i ledwo zaczęła przygodę w show. Pytanie pozostaje jednak otwarte: czy wychowanie bez "przyziemnych rzeczy" to dobra czy zła strategia na życie?


