Zbigniew Wodecki był gościem we własnym domu. Przez 47 lat małżeństwa z Krystyną wyjazdy na koncerty i trasy zabrały mu tyle czasu, że dzieci pamiętały ojca głównie z opowieści matki - i z piosenki o 'Pszczółce Maji'.

Ojciec 'z okazji' - mniej niż trzecia część roku w domu

Zbigniew Wodecki sam sobie nie zawinął. W swojej autobiografii "Wodecki. Tak mi wyszło" wyznał bez owijania: "Policzyliśmy wszystkie moje nieobecności - spędzałem w domu mniej więcej jedną trzecią roku". Reszta czasu? Sceny, koncerty, tournée, studio nagrań. Muzyka, która go pochłaniała całkowicie.

Gdy jego syn Paweł miał pięć lat i legendarny skrzypek wrócił po dwóch tygodniach nieobecności, chłopiec otworzył mu drzwi i... zawrócił na pięcie. "Poleciał do kuchni i mówi do mamy: 'Mamo, przyjechał ten pan, co śpiewa Pszczółkę Maję'" - opowiadał Wodecki w rozmowie z "Gaią". Dzieci znały ojca z piosenek bardziej niż z codzienności.

Krystyna - kobieta, która czekała

Historia Zbigniewa i Krystyny zaczęła się w krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Wodecki zobaczył dziewczynę z czarnymi włosami spiętymi w koński ogon, siedzącej w pierwszym rzędzie. "Poczułem, że coś we mnie pęka" - wspominał. Kilka miesięcy później oficjalne przedstawienie w kawiarni Kolorowa, a już w czerwcu 1971 roku byli małżeństwem.

Krystyna zdecydowała się zrezygnować z własnej kariery. "To była jej decyzja. Krysia dobrze wiedziała, że ma w domu ześwirowanego skrzypka, a nie inżyniera czy urzędnika" - wyznawał Wodecki. Zaszła w ciążę przed ślubem, urodziła Joannę, potem Kasię i Pawła. I czekała. Każdego dnia czekała.

Z Kuby, gdzie nie miał dostępu do telefonu, wysyłał telegramy. Z Polski dzwonił codziennie. "Zawsze tęskniłem. Ale chcąc utrzymać dom i robić tzw. karierę, podświadomie czułem, że nie mogę rezygnować z otrzymywanych propozycji" - mówił w książce. Wszyscy się zgadzali, że musi jechać. Wszyscy oprócz niego samego.

Na trójkę, później na piątkę

Pytany, jak ocenia siebie w roli ojca, Wodecki odpowiadał szczerze: "Na trójkę". Dopiero gdy dzieci dorosły i zaczęły samodzielne życie, podniósł ocenę. "Udało mi się ich utrzymać, mieli w co się ubrać, co zjeść. A że mało się nimi zajmowałem? Za to właśnie mnie kochają" - powiedział bez cienia satysfakcji w głosie.

Krystyna stworzyła mu bezpieczną przystań, do której wracał zmęczony trasami. "Wielokrotnie powtarzał, że żona stworzyła mu dom, w którym czuł się bezpieczny i szczęśliwy" - wspominają ci, którzy go znali. Ona i dzieci były przy nim 22 maja 2017 roku, gdy Zbigniew Wodecki odszedł w warszawskim szpitalu.

Ile lat byś poświęcił karierze, a ile rodzinie? Wodecki już wie, co odpowiedzieć - ale dowiedział się o tym zbyt późno.