Wynosił śmieci, obierał kartofle i nie urządzał dramatów przed premierą. Gustaw Holoubek w domu był zupełnie innym człowiekiem niż ten z plakatów i okładek.

Trzydzieści pięć lat. Tyle czasu Magdalena Zawadzka spędziła u boku jednego z największych polskich aktorów. Gustaw Holoubek zmarł w 2008 roku i dopiero po kilkunastu latach od jego śmierci żona zdecydowała się mówić wprost - jak naprawdę wyglądało ich życie.

Pomnik, który nie wiedział, że nim jest

Holoubek budził respekt wszędzie, gdzie się pojawiał. Talent, charyzma, mądrość - na to składało się jego legendarne nazwisko. Ale sam podobno nie miał o tym pojęcia. Zawadzka powiedziała o tym wprost w audycji Vivy!: "On w ogóle nie miał świadomości tego, że dla kogoś jest 'pomnikiem'. Nie był pomnikiem. Był bardzo naturalnym, zabawnym i pełnym poczucia humoru, wdzięku człowiekiem. Przede wszystkim, poza mądrością, był niesłychanie dobry."

Dla kontrastu - w podcaście Bez tabu u Marioli Bojarskiej-Ferenc aktorka opisała, jak wygląda gwiazdor ze zbyt wielkim ego: "Jeżeli wyjątkowy człowiek wie, że jest wyjątkowy, to staje się koszmarny. Ego nosem, uszami mu wychodzi." Holoubek, według Zawadzkiej, był od tego wolny.

Kartofle, zamrażarka i pięć tygodni w Australii

Zawadzka nie owija w bawełnę, gdy mówi o tym, jak mąż radził sobie w domu. "Był tak zwanym 'domowym człowiekiem'. Nie musiałam go prosić o wynoszenie śmieci - radośnie brał kubeł i szedł na podwórko. Wyrywał się do obierania kartofli, bo to lubił" - wyznała aktorka.

Kiedy wyjeżdżała na tygodnie w celach zawodowych - raz chodziło o pięciotygodniowe występy w Australii - Holoubek zostawał z synem Janem sam. Zamrażarka była zapakowana, reszta leżała po jego stronie. "Gustaw z przyjemnością a to kluski dogotował, a to ryż, a to kartofelki, i był pyszny obiad" - opowiadała Zawadzka. Bez dramatu, bez fatygowania dziadków przy każdej okazji.

Nie było też w tym domu słynnej aktorskiej ciszy przed premierą - tej, która potrafi zamienić mieszkanie w strefę zdemilitaryzowaną. "Nie było u nas tej okropnej ciszy przed premierą, która zdarza się u wielu tak zwanych 'wielkich'. I oni byli wielcy, tylko że swoją wielkością uprzykrzali życie mniejszym" - podkreśliła aktorka.

Warto przypomnieć: Zawadzka długo odrzucała zaloty Holoubka - był od niej o 21 lat starszy i miał już za sobą dwa małżeństwa. W końcu jednak wzięli ślub w 1973 roku. Pięć lat później urodził się Jan Holoubek, dziś reżyser.

Trzydzieści pięć wspólnych lat, kartofle obierane z ochotą i brak gwiazdorskich kaprysów. Może to właśnie dlatego ta historia do dziś brzmi jak bajka - tyle że całkowicie prawdziwa.

Co sądzicie o tym małżeństwie? Dajcie znać w komentarzach.