Jan Holoubek traktował matkę na planie jak każdą inną aktorkę - robił uwagi, wymagał pokory i nie odpuszczał. Magdalena Zawadzka przyznała, że właśnie tego potrzebowała.

Magdalena Zawadzka ma za sobą kilka dekad na scenie i przed kamerą. Grała u wielkich reżyserów, dostawała nagrody, zbierała owacje. Ale jeden debiut zabrał jej aż tyle czasu - rola u własnego syna.

Syn z kamerą, mama z pokorą

Zawadzka zagrała w serialu "Heweliusz" w reżyserii Jana Holoubka - to ich pierwsza wspólna praca na planie. Choć Jan to owoc jej wieloletniego małżeństwa z Gustawem Holoubkiem, na planie nie było mowy o taryfie ulgowej. Aktorka opowiadała o tym w podcaście "Bez tabu" u Marioli Bojarskiej-Ferenc.

"Grałam u niego pierwszy raz w życiu. Nigdy nie stałam przed kamerą, którą on jako operator dowodził. Nigdy też nie stałam przed nim jako przed reżyserem. I tu dostałam rolę. Może to nie jest duża rola, ale rola bardzo ważna w tym serialu, jego niesłychanie udanej pracy" - mówiła w podcaście.

Jan nie patrzył na matkę przez pryzmat nazwiska ani sentymentu. "Syn nie patrzy na mnie jak na gwiazdę, patrzy na mnie jak na mamę. I oczywiście, że robi mi różne uwagi, bo inaczej myśli" - tłumaczyła Zawadzka, dodając, że doskonale to rozumie - w końcu to inne pokolenie, dojrzały twórca z własną wizją.

"Wiedziałam, że robi to bardzo dobrze"

Paradoksalnie ta prywatna bliskość okazała się atutem, nie przeszkodą. Zawadzka w audycji "Vivy!" przyznała wprost, że weszła na plan z poczuciem bezpieczeństwa, którego nie zawsze ma przy nowych reżyserach. "Pomyślałam sobie, że on mi żadnej szkody ani przykrości nie zrobi, ani ja jemu, więc spokojnie podeszłam do grania" - mówiła.

Do syna podeszła z tą samą pokorą, co do każdego innego twórcy. "Podeszłam do swojej pracy u niego z dużą pokorą, tak jak podchodzę w ogóle do reżyserów, którzy mają mną kierować. Ja im od pierwszego spotkania oferuję moje zaufanie" - wyjaśniała.

O karierze Jana mówi z wyraźnym podziwem. Zaczął jako operator filmowy, zbierał nagrody za zdjęcia, a potem - jak sama to ujęła w "Vivie!" - "przereżyserował się" na reżysera i nie wyhamował. "Wszystko, co do tej pory zrobił, jest nie tylko udane, ale wysoko nagradzane" - podsumowała.

Czy ta współpraca to jednorazowy eksperyment, czy początek czegoś więcej? Fani już czekają na kolejny wspólny projekt matki i syna.