Prawie 50 lat razem i jeden żal, który nie daje spokoju. Krzysztof Zanussi przyznał, że za długo zwlekał z zaufaniem własnym uczuciom.

Prawie 50 lat razem i jeden żal, który nie daje spokoju. Krzysztof Zanussi przyznał, że za długo zwlekał z zaufaniem własnym uczuciom.

Reżyser i jego żona Elżbieta Grocholska tworzą jeden z najtrwalszych związków polskiego środowiska artystycznego. On kręci filmy, ona maluje. Oboje od dekad idą własną ścieżką - ale razem. Zanussi opowiedział o tej relacji w rozmowie z tygodnikiem "Dobry Tydzień" i nie szczędził szczerości.

"Byłem zablokowany na kobiety" - co powstrzymywało Zanussiego?

Reżyser nie ukrywał, że na początku relacji miał poważne opory. Nie chodziło o brak uczucia - chodziło o strach przed nim. Zanussi powiedział wprost, że gdyby mógł cofnąć czas, zaufałby temu związkowi znacznie wcześniej.

"Szkoda, że nie miałem odwagi natychmiast skoczyć w to uczucie, ale byłem zablokowany na kobiety" - wyznał w wywiadzie dla "Dobrego Tygodnia". Do obaw dorzucił jeszcze wiek: "Miałem wiele obaw, czy jako 40-letni, ukształtowany już mężczyzna zdołam odnaleźć się w małżeństwie" - tłumaczył.

Obawy minęły. Zostało za to coś, co reżyser opisuje jednym zdaniem: "Moje życie nabrało dzięki niej barw".

Żona postawiła mu opór. I dobrze jej z tym

Elżbieta Grocholska to - według słów samego Zanussiego - kobieta z charakterem. Reżyser przez lata robił, co chciał. Pojawienie się żony zmieniło ten układ raz na zawsze.

"Żona jest bardzo niezależnym człowiekiem, ja też nie zwykłem liczyć się z kimkolwiek. Wcześniej robiłem, co uznawałem za stosowne, a tu nagle pojawił się ktoś, kto zaczął stawiać opór" - żartował w rozmowie z tygodnikiem. I szybko doprecyzował, że to żaden dramat: "Czasem jesteśmy jak pies z kotem, potrafimy na siebie warczeć, a zaraz się z tego śmiejemy".

Zanussi wskazał też na konkretny składnik ich trwałości - podobne poczucie humoru. Bez niego, jak sugeruje, żadne małżeństwo długo nie przeżyje.

Co ciekawe, to Elżbieta brała na siebie ogarnięcie domu - łącznie z pracami wykończeniowymi. Zapracowany reżyser mógł dzięki temu skupić się na filmach. Klasyczny podział? Może. Ale najwyraźniej działał przez pół wieku.

Niewielu reżyserów tej klasy mówi tak otwarcie o własnych słabościach. Zanussi powiedział: bałem się, zwlekałem, żałuję. I jakoś nie brzmi to jak słabość - raczej jak dowód, że po 50 latach wciąż ma co wspominać. Co wy na to - czy odwaga w uczuciach przychodzi z wiekiem, czy po prostu z właściwą osobą obok?