Zalewski nie potrafił milczeć
Na gali Fryderyki 2026 w Warszawie działo się coś, czego nie było w planie. Krzysztof Zalewski, wspólnie z Gabi Drzewiecką prowadzący transmitowaną przez TVP ceremonię, nagle wypatrzyć Bedoesa na widowni i postanowił przerwać program.
Zamiast przejść dalej według schematu, wokalista wrócił do tematu, który miesiąc wcześniej żyła cała Polska - do głośnej akcji charytatywnej Bedoesa, Łatwoganga i Mai Mecan. Celem zbiórki było wsparcie Fundacji Cancer Fighters i dzieci walczących z nowotworem.
"Zjednoczyliście całą Polskę"
"Borys, muszę o tym wspomnieć. Wiem, że wielokrotnie mówiłeś, że chcesz, żeby chwała przeszła na dzieci i personel medyczny. Ale nie można na tej gali nie wspomnieć o tym. To, co zrobiliście z Mają i Łatwogangiem, to było coś naprawdę nie z tej ziemi" - powiedział Zalewski ze sceny.
Wokalista podkreślił, że inicjatywa połączyła ludzi ponad podziałami. "Naprawdę, zjednoczyliście naprawdę całą Polskę z lewa i prawa, niezależnie od pogądów politycznych. Wszyscy byli w tym razem. Zebraliście olbrzymią sumę pieniędzy i przypomnieliście nam o walce, jaką toczą dzieci chore na raka. Naprawdę ukłony. Szacunek", dodał.
Publiczność płakała
Po tych słowach sala wybuchła brawami. Długie, nieustające aplauzy podkreśliły wagę akcji, o której mówiło się nie tylko w całej Polsce, ale i w międzynarodowych mediach. Bedoes siedział na widowni, słuchając publicznego uznania dla siebie i swoje partnerów z akcji.
To jeszcze nie koniec. Niedługo po tym streamie Łatwogang ruszył w kolejną misję - tym razem na rowerze przez całą Polskę, by zebrać 12 milionów złotych dla chorego Maksa Tockiego. Cel osiągnął w niespełna 40 godzin.
Co na to fani? Dajcie znać w komentarzach - czy wciąż pamiętacie tę akcję?


