Michał Wiśniewski siedział na weselu, słuchał przysięgi ślubnej i się popłakał. Wokalista, który niedawno wrócił do Mandaryny po rozstaniu z Polą, nie ukrywał już swoich uczuć - na Instagramie wyznał, że żałuje, iż nigdy nie dało mu się "nacieszyć miłością na całe życie".

Wesele jako katalizator

Michał Wiśniewski przyznał w poście na Instagramie, że nie bywa prawie nigdy na weselach prywatnie. Powód? Jak sam wyjaśnił, każde takie wydarzenie przypomina mu o czymś, co jemu samemu nie przypadło w udziale. "Mimo że są to najpiękniejsze chwile, to mnie nie dane było się nacieszyć miłością na całe życie..." - napisał wokalista. Post był szczerze poruszający - artysta przyznał, że podczas przysięgi ślubnej "aż się popłakał".

Wokalista Ich Troje, który ma za sobą pięć małżeństw (w tym drugie z Mandaryną, do której niedawno wrócił), wydaje się być w refleksyjnym nastroju. Jego słowa padły zaraz po rozwodzie z Polą Kiedy, z którą miał dwóch synów i budował wspólny dom. W kwietniu tego roku oficjalnie potwierdził koniec tego związku.

"Piękna jest miłość, która nie boli"? Nieprawda

Wiśniewski odwołał się do własnego utworu. "Kiedyś zaśpiewałem \"...piękna jest miłość, która nie boli\" i ten tekst Igora Jaszczuka należy odrobinę skorygować: Nie ma miłości, która nie boli" - czytamy w jego wpisie. To stwierdzenie brzmi jak gorzka lekcja życiowa. Artysta, który w przeszłości kilkakrotnie mówił o wierze w miłość, teraz przyznaje, że każdy związek go boli.

Na koniec postu dał nowożeńcom poradę: "Dbajcie o siebie!" - jakby ostrzegając, że bez dbania o relację, nawet najpiękniejsza miłość może się skończyć bólem.

Co dalej z Mandaryną?

Powrót Wiśniewskiego do Marty Wiśniewskiej (znanej jako Mandaryna) był dla mediów zaskoczeniem. Para poznała się w latach 90., a ich drugie podejście do związku wydawało się symbolem drugiej szansy. Czy ta refleksja wokalisy oznacza, że i tym razem czeka go rozczarowanie? Fani czekają na kolejny rozdział w burzliwej historii miłosnej "Wiśni".