Wanda Kwietniewska w rozmowie z "Plejadą" ujawniła, że jej miesięczna emerytura wynosi 700 zł. I zamiast narzekać na własną sytuację, uderzyła w stół - bo problem jest o wiele większy niż emerytura jednej wokalistki.

Siedemset złotych. Tyle co miesiąc wpływa na konto liderki Wandy i Bandy - artystki, która stworzyła takie przeboje jak "Hi-Fi" czy "Nie będę Julią". Kwota robi wrażenie, choć nie takie, jakiego można by się spodziewać po wieloletniej karierze na polskich scenach.

"Ja sobie poradzę" - ale nie wszyscy mają tyle szczęścia

Kwietniewski w rozmowie z "Plejadą" powiedziała wprost: emerytura to nie jej główne źródło utrzymania, więc 700 zł jej nie przytłacza. Nie chodzi jednak o nią.

"Ktoś, kto stoi z przodu, jak Maryla Rodowicz, Krzysiek Cugowski i mówi, że ma emeryturę typu tam 2 tys. zł - ja mam 700 zł na przykład, ale nie narzekam, bo ja sobie poradzę" - przyznała artystka.

Ale zaraz po tym zdaniu padły słowa, które są właściwym jądrem całej rozmowy. Bo Kwietniewska nie skupia się na sobie - wskazuje na ludzi, którzy pracują w cieniu wielkich gwiazd i nie mają ani ich rozpoznawalności, ani ich możliwości finansowych.

"Pamiętajcie państwo, że za naszymi plecami stoją po prostu muzycy, stoją producenci, są ludzie, którzy naprawdę pracują na ten sukces i to o nich chodzi. Chodzi o to, żeby uregulować, żeby muzyk, którym ja też jestem, żeby muzyk był zawodem uznanym, żeby był zabezpieczony przez państwo w jakikolwiek sposób" - powiedziała w tej samej rozmowie.

Systemowa zmiana? Artystka ma nadzieję

Kwietniewski nie poprzestaje na słowach. Jako przewodnicząca Stowarzyszenia Artystów Wykonawców współpracuje ze Związkiem Zawodowym Muzyków i od dłuższego czasu angażuje się w działania, które mają skończyć z tym chaosem.

"Ten temat wraca i mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda się to po prostu uregulować i już nikt nie będzie musiał marudzić" - dodała artystka.

W mediach najgłośniej słychać nazwiska pierwszoplanowych gwiazd - Cugowskiego, Rodowicz - gdy mówią o swoich świadczeniach. Tymczasem gitarzysta, który przez 20 lat grał na ich koncertach, producent, który zmiksował ich największe hity, czy kompozytor bez własnego fanpage'a - ci ludzie zostają z niczym.

Siedemset złotych Wandy Kwietniewskiej to tylko przykład. Prawdziwy problem leży głębiej - i dobrze, że ktoś wreszcie mówi o tym głośno.

Czy system w końcu się zmieni? Dajcie znać w komentarzach, co o tym myślicie.