Samowystarczalne gospodarstwo, kózki, gęsi i własne warzywa - brzmi jak bajka. Ale Natasza Urbańska trzyma też mieszkanie na Mokotowie, bo półtorej godziny w korku to za dużo nawet dla największej miłośniczki wiejskiego życia.

Natasza Urbańska i Janusz Józefowicz kupili zrujnowany XIX-wieczny dworek w Jajkowicach jeszcze przed ślubem w 2008 roku. Pomysł był Nataszy - znalazła ogłoszenie w internecie i przekonała partnera do szalonej inwestycji. Wesele odbyło się właśnie tam, więc goście na własne oczy zobaczyli, w co się wszyscy wpakowali.

Dworek z bajki, który kosztował lata pracy

Jajkowice leżą 60 kilometrów od Warszawy - i właśnie ta odległość jest sednem całej historii. Józefowicz wspominał w rozmowie z magazynem "Weranda", że przy pierwszej wizycie zastali stary park z aleją grabową i sad pełen jabłoni, grusz i śliwek. Brzmi jak sceneria z Reymonta, nie jak remont za grube miliony.

Lata pracy przyniosły efekty. Urbańska wyznała w "Vivie Eko", że udało im się stworzyć w pełni samowystarczalne gospodarstwo. "Już od kilku lat odcinamy się od kupowania warzyw, owoców czy kurek na rosół. Mamy tu też psy, kózki, gęsi i kaczki" - mówiła artystka. Zakupy spożywcze? Zbędne.

Mokotów jako plan B, czyli realia życia gwiazdy

Sielanka ma jednak swoją cenę logistyczną. Zapytana przez Natalię Szymańczyk, czy na wywiad przyjechała prosto z Jajkowic, Urbańska odpowiedziała bez owijania w bawełnę: "Nie, dzisiaj na Mokotowie. Mamy dwa domy, mamy mieszkanie w Warszawie i jak mamy nawał pracy, to jednak wybieramy tę krótszą drogę, żeby nic nas nie zaskoczyło na tej trasie. To jednak jest 60 kilometrów i nie zawsze stać nas na to, żeby stracić te półtorej godziny na dojazd".

Ale dwa domy to nie tylko przywilej - Urbańska przyznaje, że to też podwójny obowiązek. "Z jednej strony wygoda, ale z drugiej strony mieszkanie na dwa mieszkania to jest tyle roboty..." - westchnęła w wywiadzie.

Podobno dodatkowym problemem jest córka pary, która według nieoficjalnych doniesień nie jest zachwycona życiem pod Warszawą. Nastolatka ma rzekomo uważać, że dworek w Jajkowicach niszczy jej życie towarzyskie. Trudno się dziwić - 60 kilometrów od znajomych w wieku licealnym to nie żart.

Urbańska i Józefowicz znaleźli więc własną odpowiedź na odwieczny dylemat gwiazd: uciec od miasta czy przy nim zostać. Ich rozwiązanie to jedno i drugie jednocześnie - i jak każdy kompromis, ma swoje koszty. Czy warto? Sami mówią, że tak. Ale Mokotów zawsze czeka w razie potrzeby.