Styczeń 2007 roku, studniówka w szkole sportowej - i dwie pary tańczą poloneza obok siebie. Jedna z nich to Robert Lewandowski. Drugą jest Małgorzata Tomaszewska.
Skąd w ogóle wyszła ta historia?
To sam Lewandowski ją wywołał. Podczas świętowania tytułu mistrzowskiego z FC Barceloną zwierzył się Wojciechowi Szczęsnemu, że kiedyś tańczył na studniówce z polską prezenterką telewizyjną. Internet natychmiast ruszył do sprawdzania, Tomaszewska szybko potwierdziła - i opowiedziała szczegóły w rozmowie z Pudelkiem.
Okazało się, że chodzili do równoległych klas w szkole sportowej. Poloneza tańczyła z Marcinem Kulczykiem, przyjacielem Roberta, bo byli najwyższą parą. Lewandowski szedł tuż za nimi - i przy przejściach tańczyli razem.
'Trudno mówić o wspólnych wspomnieniach'
Temat jednak nie gasł, więc Tomaszewska wróciła do niego w kolejnym wywiadzie - tym razem z Kozaczkiem. I od razu ucięła spekulacje o jakiejś bliskiej relacji.
"My nie mieliśmy specjalnie ze sobą bliskiego kontaktu. Byliśmy w równoległych klasach, także trudno tutaj mówić o jakichś wspólnych wspomnieniach. Mamy przyjaciół wspólnych, to na pewno" - powiedziała wprost.
Dodała też, że Lewandowski już wtedy wiedział, co go czeka. "Robert, z tego co pamiętam, był skupiony na treningach i to było dla niego ważne" - skwitowała. Romansowanie? Nie wchodziło w grę. "Ja miałam wtedy partnera. Zresztą tańczyłam z nim obok poloneza" - wyznała.
Tomaszewska odnalazła nawet nagranie z tamtego wieczoru i wrzuciła je na Instagram. "Styczeń 2007 roku. Wtedy wszyscy byliśmy po prostu maturzystami z marzeniami. Oglądanie dziś tych fragmentów budzi we mnie ogromny sentyment" - napisała.
A jak ocenia dawnego kolegę dziś? Bez wahania. "Uważam, że osiągnął fantastyczny sukces. Życzę mu jak najlepiej, chociaż teraz to chyba już bardziej jemu jako człowiekowi, bo nie wiem, jaką sportową drogę obierze. Niech będzie szczęśliwy - osiągnął bardzo dużo i chylę czoła" - powiedziała w tej samej rozmowie.
Dwa zupełnie różne życia, które przez chwilę szły ramię w ramię w poloneza. I tyle. Choć internet najwyraźniej chciał tu czegoś więcej - co wy sądzicie?




