Emilian Kamiński całe życie walczył o ten teatr - i podobno przypłacił to zdrowiem. Teraz jego wdowa, syn i cały zespół stoją pod ścianą po raz kolejny.

Emilian Kamiński całe życie walczył o ten teatr - i podobno przypłacił to zdrowiem. Teraz jego wdowa, syn i cały zespół stoją pod ścianą po raz kolejny.

Historia, która zaczęła się od marzenia

W 2009 roku Kamiński otworzył Teatr Kamienica w centrum Warszawy. Sukces był natychmiastowy - bilety rezerwowano z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, gwiazdy ustawiały się w kolejce do grania na tej scenie. Przez lata teatr stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc kulturalnych stolicy.

Kłopoty zaczęły się w 2015 roku, gdy w siedzibie teatru pojawił się mężczyzna podający się za biznesmena - według relacji medialnych wszedł w posiadanie strychu budynku bez zgody władz miasta. Procesy sądowe ciągnęły się latami. Kamiński wygrał, ale według jego żony, aktorki Justyny Sieńczyłło, cena była wysoka.

"Emilian przypłacił walkę o Teatr Kamienica, o bezpieczeństwo tego miejsca, własnym zdrowiem. Tak mówili, konsultowałam go na całym świecie" - powiedziała Sieńczyłło w programie "Halo tu Polsat".

Aktor zmarł 26 grudnia 2022 roku. Diagnozę usłyszał podobno w środku przygotowań do jubileuszu 10-lecia teatru i wymógł na bliskich obietnicę milczenia - nie chciał, żeby publiczność się zorientowała. Na ścianie sąsiedniego budynku odsłonięto mural jego upamiętniający. Wdowa i syn kontynuują jego dzieło - ale teraz historia zatacza ponure koło.

Otwarty list do prezydenta Warszawy

Pracownicy Teatru Kamienica opublikowali na oficjalnym profilu teatru list otwarty do prezydenta Warszawy. Piszą wprost o bezsilności wobec mechanizmów, które mogą zniszczyć to miejsce.

"Przedmiotowy budynek położony jest zaledwie 500 metrów od Ratusza, a Miasto st. Warszawa posiada w nim aż 78% udziałów. Mimo tak ogromnego kapitału publicznego, na 46 znajdujących się tu lokali aż 30 to niszczejące pustostany. Kontrowersyjne decyzje administracyjne doprowadzają ten zabytkowy obiekt do ostatecznej degradacji, stanowiąc bezpośrednie zagrożenie dla przyszłości budynku oraz funkcjonującego w nim Teatru Kamienica. Czujemy się bezsilni, stając oko w oko z mechanizmami, które mogą bezpowrotnie zniszczyć przyszłość tego miejsca" - czytamy w liście.

Zabytkowy budynek w sercu Warszawy, w którym miasto ma prawie 80 procent udziałów, ma świecić trzydziestoma niszczejącymi pustostanami. Trudno o bardziej absurdalną puentę tej historii.

Czy prezydent Warszawy odpowie na apel? I czy teatr, o który Kamiński walczył do końca życia, przetrwa kolejną rundę? Czekamy na reakcję ratusza - i liczymy, że tym razem nie przyjdzie za późno.