Śmieci, butelki i plastik - taki widok przywitał Annę Muchę nad Wisłą w środku lata. Aktorka nagrała wszystko na żywo i nie gryzła się w język.
Poranny spacer miał być relaksem. Anna Mucha wyszła nad Wisłę na wysokości Starego Miasta, niebo zachmurzone, temperatura znośna - idealnie. Potem zobaczyła brzeg.
"Przepraszam za bluzgi z samego rana"
Anna Mucha opublikowała na swoich mediach społecznościowych relację z porannego spaceru, w której bez ogródek skrytykowała warszawiaków śmiecących nad Wisłą. Zaczęła niewinnie - od prognozy pogody i miłego komentarza o dniu. Szybko jednak zmieniła temat.
"Jestem tutaj na wysokości Starego Miasta i strasznie mnie [irytuje - red.], przepraszam, wiem, że jest rano, ale syf, brud, plastik, butelki. Nie wiem, czemu ludzie przychodzą nad Wisłę i tak śmiecą" - powiedziała wprost w nagraniu.
Aktorka zdążyła też dorzucić odrobinę optymizmu - przy brzegu zauważyła żywego małża, co uznała za dowód, że z Wisłą nie jest jeszcze całkiem źle. Ale apel zakończyła równie dosadnie, jak zaczęła.
"Przepraszam za bluzgi z samego rana, ale naprawdę - sprzątajcie po sobie. Tylko tyle. Sprzątaj po sobie. I weź ten jeden śmieć, który nie jest twój, ale go weź" - zaapelowała Mucha.
Mucha kontra Warszawa - nie pierwszy raz
Anna Mucha od lat nie owija w bawełnę, gdy coś ją wkurzy. Aktorka znana z roli w "M jak miłość" regularnie komentuje rzeczywistość na swoich profilach - bez dyplomacji i bez autocenzury. Tym razem cel był wyjątkowo konkretny: ludzie, którzy traktują nadwiślańskie bulwary jak śmietnik.
Fani zareagowali żywiołowo. Część przyklasnęła - "nareszcie ktoś to mówi głośno", część żartowała, że Mucha powinna zostać rzeczniczką miejskich służb porządkowych. Nikt jednak nie kwestionował samego problemu.
Letni weekend nad Wisłą, tysiące ludzi i kupka plastiku na pamiątkę - klasyczny scenariusz, który aktorka postanowiła tym razem nagłośnić. Pytanie, czy po tym apelu ktokolwiek zabierze ze sobą choć jeden cudzy kubek po kawie.



