Pilates kilka razy w tygodniu, nordic walking prawie codziennie i dmuchane jacuzzi zmontowane przez męża. Beata Tadla ma 51 lat i formę, przy której wiele młodszych kobiet zaczyna się zastanawiać, co robi źle.
Pilates kilka razy w tygodniu, nordic walking prawie codziennie i dmuchane jacuzzi zmontowane przez męża. Beata Tadla ma 51 lat i formę, przy której wiele młodszych kobiet zaczyna się zastanawiać, co robi źle.
Pilates jak sen i jedzenie - bez tego ani rusz
Tadla nie traktuje ruchu jako kary ani chwilowej mody na zdrowie. W rozmowie z agencją Newseria powiedziała wprost, że pilates jest dla niej częścią codziennej rutyny - tak samo obowiązkową jak posiłek czy sen.
"Pilates jest sposobem na życie, to jest coś takiego jak sen czy jedzenie, czyli rutyna życiowa. Pilates to przede wszystkim budowanie ciała od środka, budowanie mięśni, których nie widać, a powinniśmy o nie zadbać, to jest dotlenianie naszego ciała, zwiększenie odporności" - tłumaczyła prezenterka.
Tadla podkreśla też, że pilates to dla niej coś więcej niż ćwiczenia. Precyzja ruchów wymaga skupienia, a skupienie wyłącza głowę od codziennego chaosu. "Kiedy trenujemy, to chcemy bardzo dobrze wykonać ćwiczenie, bo tylko precyzyjnie wykonane jest skuteczne. Jest to jakaś forma terapii, medytacji, bo zapominamy o codzienności, o obowiązkach" - przyznała w tej samej rozmowie.
Kijki, podcasty i jacuzzi od męża - reszta układanki
Do pilatesu dochodzi nordic walking, który Tadla praktykuje niemal każdego dnia. Spacery z kijkami łączy ze słuchaniem podcastów i audiobooków - i przy okazji porządkuje myśli przed kolejnym dniem pracy.
"Lubię chodzić z kijkami, bo w tym czasie również słucham podcastów albo audiobooków. To też jest moment dla mnie, kiedy czasem muszę poukładać różne myśli. Praktykuję spacer z kijkami prawie codziennie i pilates kilka razy w tygodniu. I ja już nie muszę nic więcej" - wyznała szczerze w rozmowie z Newserią.
A regeneracja po aktywnym dniu? Tu z pomocą przyszedł mąż. Tadla wspomniała, że niedawno w jej domu pojawiło się dmuchane jacuzzi - zmontowane przez partnera własnymi rękami. "Nie mam basenu, ale mam jacuzzi, dmuchane. Mój mąż ostatnio zamontował. On bardzo lubi taki relaks, marzył o tym i zrobił to. Jestem mu bardzo wdzięczna i go podziwiam, bo wykonał wszystko sam" - powiedziała.
Żadnych rewolucyjnych suplementów, drogich trenerów personalnych ani restrykcyjnych diet. Tylko konsekwencja, kijki i precyzja pilatesu. Proste? Na papierze tak. W praktyce - sądząc po tym, jak wygląda Tadla - najwyraźniej działa. Wy też tak trenujecie, czy szukacie jeszcze swojego sposobu?



