Karolina wiedziała, że przy Grzegorzu zawsze było dobrze. Teraz żegna szwagra słowami, które trudno czytać bez ściśniętego gardła.
Grzegorz Miętus odszedł w wieku 33 lat. Były reprezentant Polski w skokach narciarskich i trener kadry zostawił żonę Magdalenę oraz synów. Okoliczności jego śmierci nie zostały podane do publicznej wiadomości - rodzina prosi o nierozpowszechnianie spekulacji.
"Sama Twoja obecność dawała poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu"
Głos zabrała Karolina - siostra wdowy po skoczku, Magdaleny Prochot-Miętus. W poruszającym wpisie opisała Grzegorza jako człowieka spokojnego, skromnego i ciepłego - kogoś, przy kim po prostu dobrze się było.
"Grzesiu... Nie potrafię pogodzić się z tym, że już cię nie ma. Tak trudno uwierzyć, że już nigdy nie usiądziemy razem przy stole. Że nie będzie naszych wieczornych rozmów, wspólnego śmiechu i Twojego charakterystycznego spokoju, który udzielał się wszystkim dookoła" - napisała Karolina w mediach społecznościowych.
W pożegnaniu znalazły się też słowa o sportowej pasji Miętusa. "Skoki narciarskie były Twoją pasją, ale jeszcze większym darem było to, jak potrafiłeś tą pasją zapalać młodych ludzi" - podkreśliła szwagierka skoczka.
Ojciec chrzestny, szwagier, trener - wszystko naraz
Karolina zaznaczyła, że Grzegorz Miętus był dla jej syna Mieszka ojcem chrzestnym. To słowa, które mówią o nim więcej niż jakikolwiek sportowy wynik.
"Dla wielu byłeś trenerem, dla mnie szwagrem, a dla Mieszka ukochanym ojcem chrzestnym. Byłeś wspaniałym mężem mojej siostry i najcudowniejszym tatą dla swoich chłopców" - napisała na koniec wpisu.
Karolina zadeklarowała też, że będzie wspierać dzieci swojej siostry.
Grzegorz Miętus karierę sportową zaczął bardzo wcześnie. W 2009 roku zdobył brązowy medal mistrzostw świata juniorów drużynowo. Debiut w Pucharze Świata zaliczył w Zakopanem, pierwsze punkty zdobył w Klingenthal, a najwyższe miejsce - 20. - wywalczył w Willingen. Zawodową karierę zakończył jako 23-latek, ale ze środowiskiem skoków nie zerwał - pracował jako trener w Polskim Związku Narciarskim oraz AZS Zakopane.
Żona Magdalena już wcześniej zaapelowała do mediów i internautów o poszanowanie prywatności jej i dzieci oraz o niepowielanie niepotwierdzonych informacji o okolicznościach śmierci. Rodzina jest zgodna: największym wyrazem szacunku jest teraz milczenie.



