Maryla Rodowicz potrafiła w środku koncertu zmienić setlistę bez ostrzeżenia - i nie obchodziło jej, że zespół nie jest przygotowany. Adam Sztaba był jedynym, który się jej wtedy sprzeciwiał.
Miał 19 lat, gdy został kierownikiem muzycznym Maryli Rodowicz. Brzmi jak bajka o cudownym dziecku - tyle że kulisy tej współpracy były znacznie mniej bajkowe.
Młody Sztaba kontra gwiazda z charakterem
Adam Sztaba pochodzi z Koszalina, skończył warszawską Akademię Muzyczną i karierę zawodową zaczął w wieku 18 lat. Rok później był już asystentem kierownika muzycznego teatru Studio Buffo. Jeszcze rok i stanął na czele zespołu Rodowicz - razem nagrali w 1995 roku płytę "Złota Maryla".
Dziś sam przyznaje w podcaście RMF Classic "Kayah zaprasza", że tamta bezczelność go zaskakuje. "Tylko w muzyce się to u mnie dzieje. W życiu to ja nie jestem taki kogucik. W muzyce jednak idę po swoje" - mówił.
Rodowicz nie znosi sprzeciwu. Sztaba to wiedział
Kompozytor nie owijał w bawełnę, gdy w podcaście padło pytanie o trudne charaktery w branży. Według jego relacji Rodowicz to właśnie taki przypadek - silna osobowość, własna wizja i zero tolerancji dla oporu. "Ona nie znosi sprzeciwu. I mało tego, tam parę takich zdań padało" - wyznał Sztaba.
Opowiedział też o jej podejściu do muzyków-ojców. Podobno Maryla mawiała, że muzyk, który ma dzieci, "już jej tak nie kręci" - bo robi się, jej zdaniem, zdziadziały i gra inaczej. "Ona uwielbiała młodość, długie włosy" - relacjonował kompozytor.
Do tego dochodziły sytuacje na żywo. Rodowicz potrafiła w środku koncertu, bez uprzedzenia, zmienić setlistę i zażądać od zespołu zagrania starego numeru - żeby "rozgrzać" publiczność. Sztaba był tym, który mówił jej wtedy wprost: nie.
"Na początku bardzo źle znosiła opór. A potem okazywało się, że chyba tego potrzebuje. Że potrzebuje takiego partnera, który jednak czasami ją weźmie w ryzy" - przyznał dyrygent.
Ciekawe, że sam Sztaba zaznaczył, iż i ostatnio miał podobne zderzenie z silną osobowością w branży - ale nazwiska nie zdradził. "Jak się nagle naprawdę takie bardzo intensywne dwie jednostki złapią, to któraś musi odpuścić" - tłumaczył tajemniczo.
Pytanie tylko: kto tym razem ustąpił jako pierwszy?




