Pięć lat w akademii, dwa-trzy loty do Stanów rocznie i poważne myśli o handlu nieruchomościami. Mietek Szcześniak opowiedział wreszcie, co tak naprawdę robił, gdy branża muzyczna przestała go słyszeć.
Kiedy fani pytali, gdzie przepadł Mietek Szcześniak, on właśnie uczył studentów w Katowicach i latał do Ameryki nagrywać płytę. Żadnego dramatu, żadnego kryzysu - przynajmniej na początku.
"Nigdzie nie zniknąłem"
Szcześniak nie przepada za słowem "powrót". I trudno mu się dziwić. W wywiadzie dla "Plejady" postawił sprawę jasno: przez ostatnie lata prowadził zajęcia w Akademii Muzycznej w Katowicach i to tam skupiała się jego energia.
"Ja nigdzie nie zniknąłem, więc nie mam skąd wracać. Przez pięć lat uczyłem w Akademii Muzycznej w Katowicach i na tym się koncentrowałem. Nie umiem dzielić energii" - powiedział w rozmowie z "Plejadą".
Równolegle pracował nad nowym albumem "Brothers" - ale żeby go nagrać, musiał regularnie lecieć za ocean. Dwa, trzy razy w roku. Stąd czas oczekiwania.
"Cały czas pracowałem nad płytą 'Brothers', której premiera lada dzień, ale było to możliwe tylko wtedy, gdy leciałem do Stanów. Trochę więc musiało to potrwać" - tłumaczył artysta.
Myślał o domach z ogrodami zamiast o scenie
Szcześniak miał jednak momenty poważnych wątpliwości - i to jest najciekawsza część tej historii. W pewnym momencie naprawdę zastanawiał się, czy muzyka jeszcze ma dla niego sens.
"Zastanawiałem się, czy nie będę musiał rzucić muzyki i zająć się czymś innym. Zacząłem pytać sam siebie, po co się tak męczę. Przeszło mi przez myśl, że może ja się niepotrzebnie narzucam" - wspominał w tym samym wywiadzie.
I nie były to puste słowa. Szcześniak miał już gotowy plan B - nieruchomości. Kupowanie, remontowanie, sprzedawanie domów z ogrodami. Przyznał, że zna się na drzewach i krzewach i wiedziałby, jak się tym zająć.
Na szczęście dla fanów - nie musiał. Album "Brothers" ma trafić do słuchaczy lada dzień i będzie pierwszym studyjnym wydawnictwem artysty od DEKADY. Szcześniak mówi, że czuje, że jego publiczność odżyła i jest gotowa na coś nowego.
Czy nowa płyta przekona ich, że warto było czekać?




