Miał pięć lat, gdy powiedział rodzicom, że z polskim skończone. I nikt mu nie powiedział nie.
Maximilien Seweryn to syn Andrzeja Seweryna i aktorki Mireille Maalouf. Poszedł w ślady ojca - gra, zbiera dobre recenzje, robi karierę. Ale po polsku? Ani słowa. I sam to właśnie potwierdził.
Bunt pięciolatka, który zmienił wszystko
Maximilien Seweryn w rozmowie z magazynem "Co za tydzień" opowiedział, jak stracił język ojca. Brzmi to zaskakująco prosto: po prostu odmówił mówienia po polsku i rodzice się zgodzili.
"Mówiłem po polsku do piątego roku życia i radziłem sobie z tym całkiem dobrze. Potem dopadł mnie mały kryzys, powiedziałbym nawet, że bunt. Powiedziałem, że nie chcę więcej mówić po polsku i rodzice powiedzieli, ok" - wyznał syn Andrzeja Seweryna. Dodał, że dorastał w bardzo francuskim środowisku, nie miał polskich rówieśników, więc praktyki brakowało. "Z czasem straciłem tę umiejętność" - przyznał.
Dziś Maximilien posługuje się wyłącznie francuskim, angielskim i niemieckim. Polskiego - zero. Choć nie zamknął drzwi całkowicie: "Jeśli włożyłbym w to serce, myślę, że szybko bym sobie przypomniał" - stwierdził w tym samym wywiadzie.
Nieobecny ojciec - mówi też córka Jandy
Maximilien nie jest jedynym dzieckiem Andrzeja Seweryna, które opowiedziało o skomplikowanej relacji z ojcem. Maria Seweryn, córka aktora i Krystyny Jandy, również niedawno zabrała głos - i była bezlitośnie szczera.
W rozmowie z Marcinem Szczygłem w ramach cyklu "Rozmowy (nie)wygodne" na antenie TVP Info powiedziała wprost: "Mój ojciec bardzo wcześnie wyjechał do Francji i tam już został. Moje wyjazdy do niego przez pierwsze lata były niemożliwe, więc był nieobecny w moim życiu." Dodała, że kontakt telefoniczny był w tamtych czasach czymś nieprzewidywalnym - "kiedy telefon wreszcie dzwonił, było to nagłe i zaskakujące."
Andrzej Seweryn był żonaty pięć razy. Ma dzieci z kilku związków - poza Maximilienem i Marią, z Laurence Bourdil ma syna Yanna, operatora filmowego po łódzkiej filmówce. Rodzina rozrzucona po Europie, języki różne, wspomnienia - jak widać - też.
Pytanie, które samo się nasuwa: czy Andrzej Seweryn żałuje, że tamtego dnia po prostu powiedział synkowi "ok"? Tego w wywiadzie nikt nie zapytał. A szkoda.




