Paryż zostawiła za sobą. Iga Świątek dotarła do Londynu, weszła do teatru i wyszła zachwycona - a nie kortami.

Czwarta runda French Open, własne urodziny, porażka. I nagle Chwalińska w finale, na ustach całej Polski. Świątek musiała to przetrawić. Najwyraźniej poradziła sobie szybciej niż ktokolwiek się spodziewał.

Raszynianka zameldowała się już w Londynie, gdzie za chwilę będzie bronić tytułu na kortach Wimbledonu. Ale zanim wróci do pracy, pozwoliła sobie na jeden wieczór tylko dla siebie.

Wicked zamiast kortów - Świątek odhaczyła wielkie marzenie

Iga Świątek wybrała się na musical "Wicked" i nie kryła zachwytu. Tenisistka poszła do teatru sama - bez rakiety, bez trenerów, bez presji. Po seansie wrzuciła relację do mediów społecznościowych z komentarzem, który natychmiast obiegł polski internet.

"W końcu odhaczyłam 'Wicked' na mojej liście rzeczy do zrobienia - co za niesamowity spektakl!" - napisała mistrzyni.

Krótko, konkretnie i bez tenisowego kontekstu. Właśnie o to chodzi.

Fani reagują. I już liczą dni do Wimbledonu

Pod postem Świątek komentarze posypały się błyskawicznie. Kibice nie tylko gratulowali wieczoru w teatrze - od razu przeszli do rzeczy.

"Nie możemy się doczekać sezonu na trawie", "Jesteś wielką inspiracją i motywacją, najważniejsze, żeby cieszyć się z gry", "Cała Polska trzyma kciuki za zieloną część sezonu!" - czytamy w sekcji komentarzy pod wpisem.

Iga Świątek broniła w ubiegłym roku tytułu na Wimbledonie i teraz wraca na trawę jako jedna z faworytek. Paryż był gorzki - odpadła w trzeciej rundzie, w dniu swoich urodzin. Londyn ma być odkupieniem.

Na razie jednak Świątek ogląda musicale i nie spieszy się z deklaracjami. Może właśnie tak się resetuje mistrzyni? Jeden wieczór z Wicked, a potem z powrotem na kort.

Co wy na to - Iga odrobi lekcję z Paryża na trawie Wimbledonu?