Maciej Stuhr wyznał w wywiadzie dla 'Vivy!' rzecz, o której wielu mężczyzn po dekadzie małżeństwa woli milczeć. Że czasem się boi.

Maciej Stuhr wyznał w wywiadzie dla Vivy! rzecz, o której wielu mężczyzn po dekadzie małżeństwa woli milczeć. Że czasem się boi.

Ponad 10 lat razem - i wciąż działa

Stuhr i Katarzyna Błażejewska-Stuhr poznali się w Teatrze Polonia, gdzie jego przyszła żona pracowała jako koordynatorka projektów. Pobrali się ponad dekadę temu i od tamtej pory budują patchworkową rodzinę. Aktor przyznaje, że sam jest zaskoczony, jak dobrze im razem.

"Nie sądziłem - zabrzmi to banalnie - że związek może tak nie ostygnąć. Wciąż dużo robimy wspólnie, z pasją" - mówił w rozmowie z Vivą!. I od razu dodał szczerość, której nie spodziewał się nikt: "Zakrada się jakiś niepokój, czy przypadkiem coś się nie wypaliło. Okazuje się jednak, że nie".

Ale droga do tego spokoju nie była prosta. Na początku znajomości Stuhr był tak mocno wciągnięty w pracę, że dom traktował niemal jak hotel. "Miałem największy w swoim życiu kociokwik. Zagranica, teatry, kilka premier, seriale, filmy, radio, studenci" - wspominał w tym samym wywiadzie. Przez pierwsze lata Kasia podobno nie robiła z tego problemu. Temat nie istniał.

Syn Tadzik wszystko zmienił

Prawdziwa rewolucja przyszła razem z narodzinami ich syna - Tadzika. Wtedy okazało się, że ciągłe nieobecności taty mają realne konsekwencje dla całej rodziny.

"Kiedy na świecie pojawił się nasz syn Tadzik, z oczywistych powodów fakt, ile mnie w tym domu jest bądź nie ma, ma ogromny wpływ na funkcjonowanie tego przedsiębiorstwa. Trzeba było zrobić jakiś plan, żeby to wszystko się nie zawaliło" - przyznał Stuhr na łamach Vivy!.

Plan najwyraźniej zadziałał. Aktor podkreśla, że kluczem jest wyrywanie chwil tylko dla dwojga - nawet kiedy codzienność zasypuje ich wożeniem dzieci, wizytami u lekarzy i zakupami. "Niektóre rzeczy muszą walczyć o palmę pierwszeństwa i przegrywają z codziennością" - przyznał szczerze.

Taka otwartość u polskiego aktora to rzadkość. Zwykle słyszymy albo idealizowanie związku, albo milczenie. Stuhr wybrał trzecią drogę - przyznał, że bywało trudno, że bywa niepewnie, ale że warto. Czy to przepis na trwałe małżeństwo w showbiznesie? Napiszcie w komentarzach, co myślicie.