Arkadiusz Nader nie chciał już być Staskiem. Po głośnej awanturze z serialową partnerką Magdaleną Waligórską-Lisieck postanowił zamknąć karierę i uciec z miasta - w jedno miejsce, które kochał od dziecka.

Konflikt, który przerwał karierę

To był jeden wygłup na próbach spektaklu "Smak Mamrota". Arkadiusz Nader i jego kolegowie uznali, że będzie śmieszne puścić na monitorze fragment filmu dla dorosłych. Nader śmiał się. Magdalena Waligórska-Lisiecka poczuła się upokorzana. Od tego momentu atmosfera na planie "Rancza" gęstniała z każdym tygodniem - aktorzy nie mogli na siebie patrzeć, a co dopiero przebywać w jednym pomieszczeniu.

Taka blamaż mogła skończyć karierę każdego. Ale dla Nadera był to przełom. Waligórska-Lisiecka trafiła do "M jak miłości", gdzie rozkręciła sobie nowy wątek. Nader zaś dostał kilka epizodów w "Leśniczówce" i "Barwach szczęścia" - i gotowe. Show-biznes nie miał dla niego miejsca.

Długosiodło koło Wyszkowa - jego świat

Aktor nie załamał się. Zamiast walczyć, wyjechał. Kilka lat temu przeprowadził się na wieś, w okolice Długosiodła koło Wyszkowa. Dom, w którym teraz mieszka z mamą i owczarkami niemieckimi, wybudował jego dziadek - dokładnie 100 lat temu. Ojciec przywoził tu małego Arkadiusza, nauczał go miłości do tego miejsca. To była jego kotwica.

Teraz Nader oprowadził ekipę "Pytania na śniadanie" po swojej posiadłości i bez owijania mówił, co znalazł w tym domu: "Ten ogród, ten dom, całe to piękno Puszczy Białej absolutnie zdominowały moje życie. Ten dom wybudował mój dziadek 100 lat temu. Ojciec tu przyjeżdżał i nauczył mnie miłości do tego miejsca".

Nie brzmi jak gość, który żałuje swojej decyzji. Brzmi jak facet, który znalazł spokój.

Co z aktorką?

Magdalena Waligórska-Lisiecka poszła w górę. Nader schował się w Puszczy Białej. Nie ma w tym tragedii - jest w tym możliwość wyboru. Jeden wybrał światło reflektorów, drugi wybrał cisze i ogród.

Ale czy Arkadiusz Nader czasem nie myśli, jak mogłoby być, gdyby tamtej próby spektaklu w ogóle nie było? Tego już nie wiemy.